Cala Prawda O Zbrodniczym GMO

Общая Трекбэки (0) Добавить комментарий   

 

Organizmy genetycznie zmodyfikowane (GMO), czyli transgeniczne staly sie rzeczywistoscia handlowa w rolnictwie. Ocenia sie na przyklad, ze w roku 1998 ponad 18 milionow akrow w USA zostanie obsianych soja Roundup Ready wprowadzona po raz pierwszy w roku 1996. Soje te wyprodukowal przy pomocy inzynierii genetycznej koncern Monsanto. Charakteryzuje sie ona tym, ze zawiera gen bakteryjny zapewniajacy jej tolerancje na produkowany przez ten sam koncern herbicyd glyphosate lub Roundup. Zaledwie w dwa lata po wprowadzeniu soi Roundup Ready ponad 30 procent ziarna i soi uprawianej w USA i blisko 50 procent canoli uprawianej w Kanadzie bylo genetycznie modyfikowane pod katem ich odpornosci na herbicydy badz pestycydy. Monsanto i inne firmy, ktore zainwestowaly bardzo duzo w biotechnologie w ciagu ostatnich dwoch dekad, zaczynaja obecnie, po latach obietnic, zarabiac pierwsze pieniadze i dlatego starannie chronia opatentowane przez siebie nasiona. W numerze Farm Journal z listopada 1997 roku Monsanto opublikowal calostronicowe ogloszenie, proszac farmerow o respektowanie ich praw wlasnosci: Proces badawczy majacy na celu rozwoj upraw biotechnologicznych przynoszacych duze zyski dla farmerow kosztuje miliony dolarow i trwa wiele lat. Przyszle inwestycje wbadania biotechnologii zaleza od zdolnosci firm do podzialu wartosci dodanej wytworzonej przez te uprawy. Co sie dzieje, gdy producenci oszczedzaja i ponownie sieja opatentowane ziarna. Po pierwsze, jest to czynnik, ktory zniecheca firmy inwestujace wtechnologie przyszlosci, takie jak rozwoj roslin o takich cechach, ktore warunkuja wyzsza wydajnosc, wyzsza wartosc i sa odporne na susze. Innymi slowy, farmerzy, ktorzy magazynuja i ponownie wysiewaja opatentowane nasiona narazaja przyszla dostepnosc nowoczesnych biotechnologii dla wszystkich hodowcow, co jest nieuczciwe wobec innych. Juz wkrotce hodowcy zajmujacy sie inzynieria zboz nie beda zapewne potrzebowali prosic o przestrzeganie swoich praw wlasnosci. Jesli podana w niedawno udzielonym patencie technologia okaze sie skuteczna i zostanie szeroko zastosowana, ochrona nowych cech roslin bedzie biologicznie wbudowana w same rosliny. W marcu 1998 roku firma Delta and Pine Land Company (firma nasienna wykupiona pozniej przez Monsanto) uzyskala przy wsparciu Ministerstwa Rolnictwa USA patent nr 5 723 765 zatytulowany ,,Kontrola ekspresji genow u roslin". Mimo iz patent ten jest szeroki i obejmuje wiele zastosowan, jego autorzy szczegolny nacisk klada jedno z nich - sposob tworzenia za pomoca inzynierii genetycznej roslin, ktore zabijaja wlasne nasiona drugiego pokolenia, co uniemozliwia wysiewanie ich przez farmerow. Innowacje te Rural Advancement Foundation International (Miedzynarodowa Fundacja Rozwoju Rolnictwa) nazwala ,,Technologia Terminatora" (Terminator Technology) i poddala analizie niektore z jej najpowazniejszych implikacji dotyczacych socjologii, ekonomii i srodowiska. Wielu konsekwencji dzialania Technologii Terminatora nie da sie w pelni ocenic bez zrozumienia lezacych u podloza tego wynalazku podstaw naukowych. Niniejszy artykul przedstawia w zarysie inzynierie Technologii Terminatora (technlogii genu terminacyjnego) w odniesieniu do okreslonej uprawy. Po wyjasnieniu przebiegu procesu omowie szczegoly, w ktorych moze tkwic diabel. ZARYS TECHNOLOGII TERMINATORA Aby ulatwic opis Technologii Terminatora, ogranicze sie do wyjasnienia jednej z wielu mozliwosci objetych patentem. Wybranym przeze mnie przykladem sa nasiona bawelny, ktore poddane byly wczesniej inzynierii genetycznej w celu nadania im unikalnej cechy: tolerancji na herbicydy. W swoich rozwazaniach zalozylam, ze aby uniemozliwic wykorzystanie do reprodukcji roslin wyroslych z nasion charakteryzujacych sie tolerancja na herbicydy i zapewnic produkujacej je firmie zyski, nasiona te poddano dodatkowo inzynierii genetycznej majacej na celu wprowadzenie do nich genu Terminatora (terminacyjnego). Mimoiz jest toprzypadek hipotetyczny (nasion bawelny z genem Terminatoraniema jeszcze na rynku),wszystkieczesci skladowe tej technologii dzialaja, przynajmniej w opisie jej patentu. Bawelna rzadko jest sprzedawana w formie nasion mieszancow, dzieki czemu jest dobrym kandydatem do ochrony za pomoca Technologii Terminatora. Z kolei zboze jest normalnie wysiewane jako ziarno hybrydowe, w zwiazku z czym charakteryzuje sie pewnym zakresem roznorodnosci produkcji. Dzieje sie tak dlatego, ze pierwsze pokolenie mieszancow jest prawie jednolite i zostalo wyhodowane w celu uzyskania odpowiednich cech charakterystycznych, ktore nie wystepuja u zadnego z rodzicow z osobna. Kiedy mieszance produkuja nasiona, drugie pokolenie jest zroznicowane ze wzgledu na segregacje genow wystepujaca podczas rozmnazania plciowego. Rolnictwo przemyslowe wymaga jednorodnosci, poniewaz rosliny musza wspoldzialac z mechanizacja. Tak wiec farmerzy prowadzacy produkcje na skale przemyslowa, ktorzy uprawiaja kukurydze, normalnie kupuja co roku nowe nasiona. Jest wiele glownych upraw normalnie nie uprawianych z nasion mieszancow. Obejmuja one pszenice, ryz, soje i bawelne. Farmerzy czesto zachowuja nasiona z plonow tych roslin i nie wracaja do firm sprzedajacych material siewny przez kilka lat, a w wielu rejonach swiata nawet dluzej, aby zaopatrzyc sie w nowa odmiane. Gdyby ludzie, ktorzy hoduja uprawy niemieszancowe, musieliby kupowac co roku nowe nasiona, zyski firm nasiennych gwaltownie by wzrosly. Moze to byc glowny bodziec do rozwoju Technologii Terminatora. Prawdopodobnie byly jeszcze inne powody rozwoju tej technologii. Jednym z nich moze byc jej odmiennosc od hybrydyzacji (krzyzowania). Uzycie genu Terminatora usmierca nastepne pokolenie roslin.Wprzypadku hybrydyzacji drugie pokolenie jest zroznicowane (zmienne), lecz zywe, i wszystkie geny znajdujace sie w mieszancach beda w nim obecne, chociaz w nieprzewidywalnych kombinacjach. Tak wiec hodowca roslin, ktory chce uzycmaterialu genetycznego z mieszancow w swoim wlasnym programie hodowlanym, moze uzyskac go z tych roslin. Przy uzyciu TechnologiiTerminatora specjalne geny, takie jak tolerancja na herbicydy, nie bedzie latwo dostepna dla konkurencji. Innymprzytaczanymczasami argumentemna rzecz stosowaniaTechnologiiTerminatorawkombinacji z poddana inzynierii genetycznej odmiana jest zapobiezenie ,,ucieczce" organizmow transgenicznych do srodowiska. Wiele opinii krytycznych dotyczacych biotechnologii wymienia problemy zwiazane z wypuszczeniemGMO( genetically modified organism - genetycznie zmodyfikowany organizm) do naturalnego srodowiska, twierdzac, ze ich wplyw na ekosystemy i ich czlonkow bedzie trudny do przewidzenia. Smierc wszystkich nasion drugiego pokolenia powinna calkowicie rozwiazac ten problem. OGOLNY OPIS DZIALANIA TECHNOLOGII TERMINATORA W PRZYPADKU BAWELNY W opisywanym przykladzie celem jest wytworzenie takiej odmiany bawelny, ktora bedzie normalnie rosla do momentu osiagniecia przez nia prawie pelnej dojrzalosci. Nastepnie w nasionach zostanie wytworzona toksyna zabijajaca w specyficzny sposob cale nastepne pokolenie nasion. System ten obejmuje trzy kluczowe skladniki. 1. Gen umozliwiajacy powstanie toksyny, ktora bedzie zabijac nasiona w poznym stadium rozwoju, ale nie bedzie zabijac innych czesci rosliny. 2. Metode umozliwiajaca hodowcy roslin wyhodowanie kilku pokolen roslin bawelny, tak zmodyfikowanych genetycznie, aby posiadaly gen specyficznej toksyny, lecz bez martwych nasion, co wynika z koniecznosci produkcji nasion w celu ich sprzedazy farmerom do uprawy. 3. Metode uaktywniania genu wytwarzajacego specyficzna w stosunku do nasion toksyne po ich zasianiu przez farmerow, tak zeby nasiona drugiego pokolenia zostaly zabite. Te trzy zadania spelniane sa za pomoca modyfikacji genetycznej szeregu genow, ktore sa stale przenoszone do rosliny podczas normalnego procesu jej reprodukcji. Technologia Terminatora jest skomplikowanym, trudnym do zrozumienia procesem, w zwiazku z czym pomocne bedzie wczesniejsze podanie pewnych podstawowych informacji dotyczacych funkcji genow w cyklu zyciowym rosliny. Czytelnicy dobrze obeznani z biologia molekularna moga opuscic nastepny rozdzial i przejsc bezposrednio do rozdzialu ,,Szczegoly Technologii Terminatora". UPROSZCZONA WERSJA PODSTAWOWYCH PROCESOW BIOLOGICZNYCH Zycie rosliny rozpoczyna sie od pojedynczej komorki jajowej, ktora zostala zaplodniona przez nasienie przeniesione do niej przez pylek. Pierwotna komorka podlega wielu podzialom wytwarzajac tkanki i organy charakterystyczne dla danego gatunku. Proces od pojedynczej komorki do osobnika doroslego nazywa sie rozwojem. Wprocesie rozwojukomorki roznicuja sie i zmieniaja. Na przyklad komorki liscia staja sie odmienne od komorek korzenia. Wiekszosc roznic moze byc przypisywanych zmianom wrodzajuiiloscibialekprodukowanych wkomorkach,poniewazwiele struktur komorkowychjest znich zbudowanych i wiekszosc procesow/reakcji, jakie wystepuja, odbywa sie pod wplywem enzymow, ktoretakze sabialkami.Tak wiec naukowcy, ktorzy badaja rozwoj organizmow,wkladajawielewysilkuwopisaniewzorcabialkowego. Badajac, jakie bialka znajduja sie w roznych tkankach i organach, biolodzy odkryli, ze kazda komorka zawiera kilka tysiecy roznych bialek, przy czym wiekszosc z nich bardzo rzadko wystepuje w komorkach. Kilkaset bialek moze byc obecnych wilosciach srednich, a kilkamoze byc bardzo licznych. Niektore z bialek znajduja sie we wszystkich rodzajach komorek i przez caly czas rozwoju organizmu, podczas gdy inne sa obecne jedynie w okreslonej tkance lub w specyficznym czasie. Na przyklad bialka glutenowe odpowiedzialne za elastycznosc ciasta chlebowego znajduja sie tylko w ziarnach i sa obecne tam wbardzo duzych ilosciach.Zkolei enzymy rozkladajace glukoze jako pierwszy etap uwalniania energii znajduja sie wewszystkich zywych komorkach, lecz w dosc malych ilosciach. Niektore bialka wytwarzane sa w odpowiedzi na zmiany srodowiskowe, takie jak wzrost temperatury, przeto moga byc lub nie byc obecne podczas zycia danej rosliny. Najbardziej powszechna metoda kontroli komorkowej odnosnie ilosci i rodzaju wystepujacego w komorce bialka jest kontrola dzialania genow. Bialka sa lancuchami roznych aminokwasow, ktorych dlugosc i kolejnosc jest unikalna dla kazdego bialka. Kazda sekwencja aminokwasow jest okreslona przez kod znajdujacy sie w chromosomach jadra komorki. Kod jest tworzony przez DNA. Gen to jest odcinek DNA zawierajacy kod specyficznego bialka. Geny wystepuja w specyficznych miejscach wzdluz chromosomow. Okazuje sie, ze kazda komorka ma dwa pelne zestawy genow (jeden zestaw chromosomow pochodzi z nasienia a drugi z komorki jajowej), ktore koduja wytwarzanie bialka we wszystkich tkankach i organach niezbednego poszczegolnym roslinom podczas calego ich cyklu zyciowego. Jednak tylko te geny, ktorych bialka sa konieczne w poszczegolnych komorkach, beda w nich wykorzystywane. Sa to geny aktywne. Pozostale geny takze znajduja sie w chromosomach, lecz nie sa w danej komorce aktywne (aktywne sa w innym miejscu rosliny). Czy gen jest aktywny, czy nie, zalezy od kompleksowych interakcji miedzy DNA i innymi czasteczkami. Typowe geny moga byc podzielone na czesci. Pierwsza czesc jest rozciagnietym DNA odpowiedzialnym za interakcje z komorkami lub srodowiskiem i jest zwana promotorem. Druga czesc zawiera rzeczywisty kod sluzacy do ulozenia po kolei aminokwasow w bialkach i jest nazywana ,,sekwencja kodowania". Kiedy gen jest aktywny, promotor wspoldziala z innymi czasteczkami wsposob umozliwiajacy sekwencji kodowej kierowanie synteza specyficznego bialka (poprzez kompleksowy zestaw krokow). Inzynieria genetyczna moze byc zdefiniowana jako proces manipulowania wzorcem bialek w organizmie poprzez zmiane genow. Dodawane sa nowe geny lub zmieniane istniejace, tak ze sa one produkowane w innym czasie lub w innych ilosciach. Poniewaz kod genetyczny jest podobny u wszystkich gatunkow, geny pobrane od myszy moga dzialac na przyklad w kukurydzy. Takze promotory jednej sekwencji kodowanej moga byc usuniete i umieszczone z przodu innej sekwencji kodowej, aby zmienic czas imiejsce tworzenia bialek. Na przyklad gdy promotor kazeiny, glownego bialkamleka, zostanie usuniety i umieszczony z przodu sekwencji kodowej hormonu wzrostu czlowieka, spowoduje wytwarzanie ludzkiego hormonu wzrostu wmleku zamiast kazeiny.Oczywiscie, aby spowodowac wytwarzanie ludzkiego hormonu wzrostu w mleku krowy, zmodyfikowany gen musi byc wlaczony do materialu genetycznego krowy. Jest wiele sposobow wykonania tego, ale nie bede tutaj wchodzic w szczegoly tego procesu. Proces przenoszenia genow miedzy gatunkami nazywany jest ,,transformacja" a jego rezultat organizmem transgenicznym. Ostatnio organizmy transgeniczne nazywa sie ,,genetycznie zmodyfikowanymi ogranizmami" (,,genetically modified organisms"; w skrocie GMO). SZCZEGOLY TECHNOLOGII TERMINATORA KluczemdoTechnologiiTerminatora jestmozliwoscwytwarzania duzej ilosci toksyny, ktora bedzie zabijala komorki i wystepowala tylko w nasionach. Aby to osiagnac w przypadku naszej przykladowej bawelny,nalezy pobrac promotora od genu uaktywniajacego sie w poznym etapie rozwoju jej nasion iwmontowacgodo sekwencjikodujacejwytwarzaniebialka, ktore bedzie zabijalo zarodki przechodzace ostatnie stadia rozwoju. Autorzy patentu dotyczacego Technologii Terminatora jako promotora proponuja gen bawelny LEA (late embryogenesis abundant -- poznej plodnej embriogenezy). Gen ten jest jednym z najpozniej sie uaktywniajacych. Jego bialko zaczyna byc wytwarzane, dopiero gdy nasiona sa pelnej wielkosci i zakumulowaly juz wiekszosc zapasu oleju i bialka, po czym zaczynaja schnac przygotowujac sie do okresu uspienia wystepujacego miedzy opuszczeniem rosliny rodzicielskiej i kielkowaniem w glebie. Jesli zmodyfikowany gen ma ten sam schemat ekspresji, kierowane przez LEA-promotora bialka powinny byc wytworzone w duzych ilosciach tylko w nasionach w ich poznym okresie rozwoju. Wazne jest, zeby nasiona bawelny przeszly przez wiekszosc okresu wzrostu, zanim zadziala toksyna, poniewaz wlokno bawelniane wyrasta z oslony nasiona i jest wytwarzane w miare rozwoju bawelny. Potem, gdy wlokna bawelniane zostana usuniete (do wykorzystania przez czlowieka), nasiona sa kruszone w celu uzyskania oleju i bialka, ktore sa spozywane, zarowno przez ludzi, jak i zwierzeta hodowlane. Zbior bawelny nie bedzie zbyt uzyteczny dla farmera, jesli nasiona nie rozwina sie normalnie przed obumarciem. Jesli chodzi o toksyny, istnieje szereg mozliwosci dyskutowanych w patencie. Jego autorzy najbardziej zalecaja stosowanie inhibitora bialka rybosomowego (RIP) z rosliny Saponaria officinalis. Bialko to dziala juz w nieduzych ilosciach zatrzymujac synteze wszystkich bialek. Komorkom bialka potrzebne sa prawie do wszystkiego i gdy nie moga ich produkowac, bardzo szybko obumieraja. Zdaniem autorow patentu RIP nie jest toksyczny dla organizmow innych niz rosliny. Manipulacje DNA konieczne do wytworzenia specyficznej dla danych nasion sekwencji kodowania odpowiedzialnej za wytwarzanie toksyny wykonuje sie w probowkach i w bakteriach, po czym zmieniony gen umieszcza sie w bawelnie za pomoca jednej z kilku mozliwych sprawdzonych metod. To jednak nie wszystko.Gdyby tak bylo, wowczas po przejsciu przez rosline transgeniczna calego cyklu zyciowego i dojrzeniu jej nasion nastapilby koniec projektu. W niedlugim czasie nie byloby juz nasion zdolnych do kielkowania, ktore mozna by sprzedawac farmerom. Patent na Technologie Terminatora oferuje pomyslowa metode utrzymywania genu toksyny w stanie nieaktywnym jeszcze przez dlugi czas po zasianiu przez farmerow nasion. Osiaga sie to dzieki umieszczeniu kawalka DNA miedzy specyficznym dla danego nasiona promotorem i sekwencja kodowania toksyny, ktory blokuje ich uzycie do wytwarzania bialek. Na kazdym koncu blokujacego DNA umieszcza sie specjalne kawalki DNA, ktore moga byc rozpoznane przez okreslone enzymy, takie jak na przyklad enzym zwany rekombinaza. Gdy rekombinaza dociera do nich, precyzyjnie wycina je razemz blokujacymDNA, po czymkoncowkiDNAzrastaja sie. Potej operacji specyficzny dladanych nasion promotor zajmuje miejsce obok sekwencji kodujacej wytwarzanie toksyny, dzieki czemu jej produkcja jest juz mozliwa.Nie dzieje sie tojednak od razu. Toksyna nie jest produkowana az do konca nastepnego cyklu rozwoju nasion, poniewaz dopiero wtedy LEA-promotor staje sie aktywny. Tak wiec po wykonaniu pracy przez enzym rekombinacyjny roslina nadal rosnie, kielkuje, wypuszczalodygi, liscie i korzenie, potemtworzy kwiaty, wytwarza pylek iwreszcie nasiona, ktore zostaja w pewnym momencie usmiercone. Po dokonaniu tego wszystkiego pozostaje do rozwiazania jeszcze jeden problem: jak hodowac przez kolejne pokolenia tak genetycznie zmodyfikowane rosliny, zeby ich nasiona mogly byc rozmnazane i sprzedawane farmerom. Patent na Technologie Terminatora rozwiazuje ten dylemat przez powstrzymywanie dzialania rekombinazy az do momentu zasiania nasion. Wlasciciele patentu podaja na to kilka mozliwych rozwiazan. Najbardziej koncentruja sie jednak na nastepujacej procedurze. Proponuja umieszczenie sekwencji kodowania za promotorem, ktory jest przez caly czas aktywny we wszystkich komorkach, lecz jego dzialanie jest zahamowane. Jego uaktywnienie moze nastapic dopiero po poddaniu go dzialaniu chemicznemu. Sprzedawcy nasion moga poddawac je temu zabiegowi tuz przed wysiewem, umozliwiajac w ten sposob wyprodukowanie w tym czasie rekombinazy. Jeden z systemow uaktywniania promotora, szczegolowo omowiony przez autorow patentu, jest kontrolowany przez antybiotyk tetracykline. Gen produkujacy hamujace bialko moze byc przez caly czas obecny w organizmie rosliny (bawelny) razem z genem rekombinazy, ktorego promotor jest tak zmodyfikowany, zeby byl rowniez dezaktywowany przez bialko hamujace. Tak wiec w wiekszosci warunkow czynnik hamujacy bedzie wchodzil w interakcje z genem rekombinazy, ktora nie bedzie produkowana; jednoczesnie zablokowany bedzie takze gen toksyny i ona rowniez nie bedzie produkowana, nawet podczas rozwoju nasion, gdy gen LEA powinien byc normalnie aktywny. Aby uaktywnic gen toksyny, nasiona powinny byc przed kielkowaniem, tuz przed sprzedaza farmerom, poddane dzialaniu tetracykliny. Tetracyklina wplynie na bialko hamujace powstrzymujac je przed ingerowaniem w wytwarzanie rekombinazy. Wytwarzana rekombinaza bedzie odcinala blokujace DNA od genu toksyny. W tym momencie gen toksyny bedzie zdolny do jej wytworzenia, przy czym zacznie dzialac dopiero w momencie zakonczenia rozwoju nasion. W ten sposob usmiercone zostanie nastepne pokolenie nasion. Aby efekt Terminatora zadzialal w przypadku bawelny, do jej DNA musza byc przeniesione trzy zmodyfikowane skladniki. 1. Gen toksyny kontrolowany przez specyficzny dla nasiona promotor, ale zablokowany przez kawalek DNA umieszczony miedzy promotorem i sekwencja kodujaca. 2. Aktywne przez caly czas bialko hamujace sekwencje kodujaca z promotorem. 3. Aktywna przez caly czas i jednoczesnie regulowana przez bialko hamujace, ktore moze byc zdezaktywowane przez tetracykline, sekwencja kodujaca rekombinaze kontrolowana przez promotora. W rzeczywistosci przeniesienie genow do rosliny nie jest zbyt precyzyjnym procesem. Moze byc do tego uzyta jedna z wielu metod: - genetycznie zmodyfikowany DNA moze byc wstrzykniety do jadra komorki bawelny przy uzyciu cieniutkiej igly, - komorki rosliny moga zostac zanurzone w DNA i poddane wstrzasowi elektrycznemu - DNA moze zostac dolaczone do malych metalowych czastek i wstrzelone do komorek przy uzyciu specjalnego pistoletu, - wirusy i bakterie moga byc zmodyfikowane tak, aby zainfekowaly komorki przy uzyciu DNA. We wszystkich przypadkach genetycznie zmodyfikowane DNA znajdzie swoja droge do jadra komorki i zostanie wlaczone do chromosomow rosliny. Ilosc kopii wbudowanych genow i ich lokalizacja w chromosomach rosliny jest nieprzewidywalna i nie wiadomo, jak dobrze beda funkcjonowac nowe geny. Zlokalizowanie komorek, ktore wbudowaly DNA w istotnych ilosciach i w miejscach, ktore pracuja, jest bardzo pracochlonne. W zasadzie cale rosliny musza byc zreprodukowane z komorek lub tkanek, ktore zostaly zmodyfikowane przy uzyciu obcego DNA, po czym kazda roslina musi byc przetestowana na obecnosc i dzialanie nowych genow. Po zidentyfikowaniu roslin z dobrze dzialajacymi nowymi genami sa one kojarzone w kombinacje, ktore maja wytworzyc nowa linie bawelny, w ktorej u calego potomstwa oba zestawy chromosomow beda posiadaly wszystkie skladniki konieczne do dzialania genu Terminatora. Rosliny kojarzone sa w celu wytworzenia duzej ilosci nasion do sprzedazy. Skutkiem tego Technologia Terminatora daje producentowi nasion mozliwosc okreslenia, kiedy uaktywnic gen Terminatora. Dopoki rekombinaza nie jest wytwarzana, rosliny bawelny rosna normalnie. Po wytworzeniu rekombinazy, drugie pokolenie nasion jest zabijane chroniac w ten sposob opatentowana odmiane. NIEKTORE PROBLEMY Z WYKORZYSTYWANIEM TECHNOLOGII TERMINATORA Patent tej technologii jest bardzo zlozony. Opisalam tylko jedno z mozliwych jej zastosowan. Jest oczywiste, ze nie da sie okreslic z wyprzedzeniem wszystkich mozliwych biologicznych skutkow ubocznych wprowadzenia tego patentu, niemniej odnotowano juz potencjalne problemy. Ponizej przedstawiam niektore z nich: o Czy gen Terminatora bedzie sie rozprzestrzenial na inne rosliny? Jest bardzo prawdopodobne, ze w pewnych warunkach gen Terminatora bedzie zabijal nasiona sasiednich roslin. Bedzie to jednak ograniczone do pierwszego pokolenia i nie bedzie moglo przechodzic na nastepne generacje. Przebieg tego moze byc nastepujacy... Gdy farmerzy zasieja nasiona z genem Terminatora, beda juz one poddane dzialaniu tetracykliny, a wiec rekombinaza bedzie juz dzialala i sekwencja kodujaca zajmie miejsce obok promotora specyficznego dla nasion danej rosliny gotowa do dzialania w momencie, gdy nastapi koniec rozwoju jej nasion. Z nasion tych wyrosna rosliny, ktore beda produkowaly pylek, ktorego kazda drobina bedzie zawierala gotowy do dzialania gen toksyny. Jezeli uprawa z genem Terminatora znajdzie sie obok pola normalnej odmiany, pylek ten zostanie przeniesiony przez owady lub wiatr na to pole i wowczas kazda zaplodniona przezen komorka jajowa bedzie zawierala jeden gen toksyny, ktory zostanie uaktywniony w pozniejszym okresie rozwoju roslin, co doprowadzi do smierci ich nasion. Jest niemozliwe, aby osoba hodujaca normalna odmiane mogla to stwierdzic, gdyz oba nasiona - normalne i z genem Terminatora - beda prawdopodobnie wygladaly tak samo. Roznica bedzie widoczna dopiero po zasianiu nasion, kiedy one nie wykielkuja. W wiekszosci wypadkow gen toksyny nie bedzie przekazywany dalej, poniewaz martwe rosliny sie nie rozmnazaja. W pewnych warunkach, ktore omowie dalej, jest jednak mozliwe dziedziczenie genu toksyny. W kazdym przypadku, tam gdzie wystapia martwe nasiona, beda one powaznym problemem dla farmera, ktorego pola znajduja sie blisko uprawy roslin z genem Terminatora. Ilosc zabitych nasion bedzie zalezala od stopnia zapylenia krzyzowego, ktore zalezy od gatunku roslin, zroznicowania upraw, warunkow pogodowych, bliskosci pol etc. Jesli zginie wiele nasion sasiedniego farmera, nie bedzie on mogl wykorzystac ich do ponownego zasiewu. Nawet jesli zginie tylko nieznaczna ich ilosc, beda one zawieraly toksyne i inne zmodyfikowane genetycznie bialka odmiany z genem Terminatora. Te nowe skladniki moga spowodowac, ze moga byc juz one nieuzyteczne dla pewnych celow. Czy nasiona zawierajace toksyne wytworzona przez gen Terminatora bedzie mozna bezpiecznie jesc? Skutki dzialania toksyny na uzytkownikow nasion to w rzeczywistosci bardzo powazne pytanie. Problem ten jest omowiony w patencie na koncu osmej strony, gdzie jego autorzy podaja: W bawelnie produkowanej komercyjnie beda stosowane tylko wybrane geny letalne, poniewaz bialka te moga wplywac na koncowa jakosc nasion... Jesli nasiona nie stanowia o wartosci handlowej zbiorow (np. gdy sa przeznaczone na pasze, rosliny ozdobne lub rosliny hodowane w przemysle kwiaciarskim), kazdy gen letalny moze byc zaakceptowany. Jest to niebezpieczne redukcjonistyczne myslenie, poniewaz ludzie nie sa jedynymi organizmami majacymi kontakt z nasionami. Na przyklad w przypadku zbiorow na pasze w zaleznosci od warunkow nie zawsze calamasa jest zbierana przed osiagnieciem przez nasiona pelnej dojrzalosci. Jaki wplyw bedziemiala toksyna na ptaki, owady, grzyby i bakterie, ktore jedza lub zarazaja takie nasiona? Jesli zbior na kiszonke z nasionami obciazonymi toksyna zostanie pozostawiony na polu i nasiona beda mialy kontakt z gleba, jaki to bedzie mialo wplyw na ekologie organizmow glebowych? Sa to wazne pytania, poniewaz do zdrowego wzrostu roslin konieczne sa roznorodne, specyficzne organizmy. Ponadto uprawy kwiatow lub roslin dekoracyjnych z genem Terminatoramoga przypadkowo rosnac obok zblizonej uprawy, ktorej nasiona sa uzytkowane. Jesli wystapi wytworzenie pylku, wowczas nasiona te beda bez wiedzy farmera zawieraly toksyne. Toksyna znajdzie sie w produkcie, o czym nikt nie bedzie wiedzial. Na przyklad, jesli ozdobny slonecznik rozprzestrzenilby gen Terminatora na pole odmiany olejowej, wowczas toksyna znalazlaby sie w oleju jadalnym i makuchu slonecznikowym (pasza dla zwierzat). Inne mozliwe problemy powstale w wyniku wystepowania nowej toksynywnasionach jadalnychmaja zwiazek z jej zdolnoscia do wywolywania alergii.Opisana wczesniej toksyna RIP nie jest bezposrednio trujaca dla zwierzat, alemozewywolywac reakcje alergiczne. Jesli zawierajace ja nasiona zostana wymieszane z ogolnympokarmem, bedzie bardzo trudno stwierdzic jejwplyw. o Czy martwe nasiona beda mialy inne wlasciwosci od zywych? Mimo iz gen Terminatora ma zabijac nasiona w bardzo poznym stadium rozwoju, nie wiadomo, czy nie bedzie wywieral na nie jakiegos innego wplywu. Czy martwe nasiona beda bardziej lub mniej przydatne do przechowywania? Moze beda inaczej reagowaly na zmiany wilgotnosci badz infekcje bakteryjne lub grzybiczne. Jesli martwe nasiona beda zachowywaly sie inaczej, nawet kilka ,,zlych jablek moze zniszczyc skrzynke", i wowczas moze okazac sie, ze czesciowe zniszczenie sasiednich zbiorow moze stac sie powazna sprawa. Moga rowniez istniec roznice w wartosci odzywczej nasion zabitych w poznych stadiach rozwoju. Mimo iz wiekszosc ich tluszczy i bialek jest w nich obecnych, jest mozliwe, ze nasiona zaczna rozkladac je lub bedzie w nich brak pewnych waznych skladnikow wystepujacych zwykle w malych ilosciach. Na przyklad funkcjonalne wlasciwosci specyficznych czastek wystepujacych w zywnosci dopiero teraz zaczynaja byc doceniane i przypuszcza sie, odgrywaja one wazna role w zapobieganiu chorobom. Te ewentualnosci wymagaja dalszych badan. o Czy poddawanie nasion dzialaniu antybiotyku przed siewem moze stanowic problem? Jesli firmy nasienne rzeczywiscie beda stosowaly tetracykline do aktywacji genu toksyny, wowczas bedzie konieczne moczenie w niej duzej ilosci nasion. W zasadzie kazde z nasion wysianych przez farmera bedzie poddane takiemu zabiegowi. Ile kilogramow nasion bawelny lub pszenicy potrzeba do obsiania jednego hektara i ile hektarow zostanie nimi obsianych? Wrzeczywistosci trudno mi sobie wyobrazic, jak dokladnie bedzie to sie dzialo, poniewaz nasiona musza byc poddane zabiegowi moczenia w tetracyklinie po osiagnieciu stadium calkowitej dojrzalosci (tak zeby toksyna nie zostala wytworzonaw pierwszym pokoleniu) i jednoczesnie przed ich wysianiem (inaczej farmer musialby stosowac antybiotyk na rosliny). W kazdym przypadku, nawet przy niskich stezeniach bedzie to duza ilosc tetracykliny, ktora trzeba przenosic, rozprowadzac. Stosowanie na duza skale antybiotykow w rolnictwie juz dzis uwaza sie za powazne zagrozenie dla ich uzytku w medycynie. Ponadto zwiekszona tolerancja bakterii i resztki antybiotyku moga miec rowniez szkodliwy wplyw na ekologie gleby. Redukcjonistyczny ton rozwazan snutych na ten temat w opisie patentu po raz kolejny napawa mnie niepokojem. Na siodmej stronie (wiersz 30) autorzy stwierdzaja: ...poniewaz tetracyklina nie ma szkodliwego wplywu na rosliny lub zwierzeta, jej obecnosc nie bedzie w inny sposob hamowac normalnego wzrostu roslin, a jej resztki pozostale po zabiegu na nasionach lub roslinach nie beda mialy istotnego wplywu na srodowisko. Poniewaz tetracyklina jest antybiotykiem, ktory w specyficzny sposob hamuje procesy chemiczne u bakterii, lecz nie bezposrednio u ludzi, jej niebezposredni wplyw moze byc zdaniem biologow molekularnych grozny, poniewaz nasze funkcjonowanie zalezy od niezliczonej ilosci interakcji z mikroorganizmami, od prawidlowego trawienia zaczynajac a na ochronie przez organizmami patogennymi konczac. Tak wiec masowe zabijanie bakterii ma wplyw na zdrowie ludzi (i zwierzat) poprzez uszkadzanie systemu ekologicznego bakteria- czlowiek. W rzeczywistosci informacje na karcie pacjenta o zapisaniu tetracykliny sa przekonywajacym dowodem na to, ze stosowanie tetracyklin nie jest bezpieczne. Rosliny sa rowniez zalezne od istnienia mikroorganizmow. Nie funkcjonuja normalnie bez pajeczyny powiazan, w zwiazku z czym niebezposrednie wplywy substancji takich jak tetracykliny moga okazac sie wazne. o Czy Technologia Terminatora zapobiega ucieczce genetycznie zmodyfikowanych (transgenicznych) organizmow? To jasne, ze farmerzy nie beda chcieli, aby rosliny z genem Terminatora rozprzestrzenialy sie na otaczajacych polach lub aby wyrastaly jako niespodziewana ,,samosiewka" w nastepnym sezonie. Nie chca takze, aby rosliny z genem Terminatora wymienialy geny z innymi odmianami lub z pokrewnymi gatunkami. Gen Terminatora zostal zaproponowany jako metoda zapobiegania ucieczce organizmow modyfikowanych genetycznie i ich genow. Nie wydaje sie jednak, zeby dzialanie genu Terminatora w takim celu, bylo skuteczne. Po pierwsze, jest niemozliwe, aby zabieg przy uzyciu tetracykliny byl skuteczny w stu procentach. Z wielu przyczyn, niektore nasiona moga nie reagowac lub nie wchlonac wystarczajacej ilosci tetracykliny, aby uaktywnic rekombinaze.W takich przypadkach rosliny, ktore wyrosna z takich nie uszkodzonych nasion, beda zapewne wygladaly tak samo, jak inne, przy czym beda wytwarzaly pylek niosacy nieaktywny gen toksyny. Pylek bedzie zawieral takze transgeniczne bialko (np. tolerancje na herbicydy), ktore powinno byc zabezpieczone poprzez gen Terminatora. Jesli taki pylek zapyli normalna rosline, nasiona nie zgina, poniewaz toksyna nie bedzie produkowana, ale nasiona beda posiadaly gen tolerancji na herbicydy i beda mogly zyc dalej. Tak wiec cecha organizmow zmodyfikowanych genetycznie moze uciec wraz z pylkiem. Oczywiscie, samozaplodnione nasiona linii Terminatora beda takze przezywac do drugiego pokolenia, jesli zabieg tetracyklina nie byl skuteczny, i moga zostac przeniesione przez ptaki lub wyrosnac jako samosiewki w nastepnym sezonie. Inna mozliwoscia jest to, ze nawet skutecznie aktywowane geny Terminatora moga zawiesc w produkcji toksyny z powodu zjawiska zwanego usypianiem genu. Podczas doswiadczen z organizmami transgenicznymi (zmodyfikowanymi genetycznie) calkowicie niespodziewanie odkryto, ze w niektorych przypadkach poprzednio aktywne (wprowadzone) geny moga nagle przestac dzialac. Jesli to zjawisko wystapi w nasionach zawierajacych gen Terminatora, rosliny z uspionym genem toksyny moga wzrastac i rozmnazac sie, nawet przez wiele pokolen. Tak wiec gen Terminatora i inne zmodyfikowane geny moga zostac przeniesione na przyszle pokolenia i ujawnic sie niespodziewanie w pozniejszym czasie. Poleganie na genie Terminatora w celu zapobiegania nie zamierzonemu rozprzestrzenianiu sie organizmow transgenicznych lub ich cech jest nierealistyczne. Bardziej prawdopodobne jest nawet, ze ,,ucieczki" beda wystepowaly w niektorych zastosowaniach z upraw roslin rodzicielskich, gdy elementy genu Terminatora beda ulegaly segregacji podczas rozmnazania plciowego, dzieki czemu jakas partia nasion w ogole nie bedzie posiadala toksyny i bedzie zdolna do rozmnazania. o Czy geny Terminatora beda ulegac mutacji i zmieniac swoja charakterystyke w niebezpieczny sposob? Jesli rosliny beda zawieraly uspiony gen toksyny, tak jak to opisano powyzej, wowczas moze on nagle zostac ponownie uaktywniony, powodujac w nieprzewidywalny sposob obumieranie nasion w nastepnych pokoleniach. Z uwagi na uplyw czasu do momentu wystapienia tego zjawiska przypisanie go dzialaniu genu Terminatora moze byc trudne. Inna mozliwoscia jest to, ze gen Terminatora moze zostac uaktywniony w roslinie w innym czasie lub miejscu. Na szczescie, takie przypadki beda ulegaly samoograniczaniu, gdyz rosliny te beda obumierac. Niestabilnosc i nieprzewidywalnosc organizmow transgenicznych juz teraz stanowi dla farmerow problem ekonomiczny. Geny maja swoja wlasna ekologie - kompleksowy system interakcji miedzy soba i srodowiskiem - co moze wplywac na linearna logike inzynierii genetycznej. Problem ten omowiono szczegolowo w niedawno opublikowanym artykule w pismie The Ecologist. KONCOWE UWAGI DOTYCZACE TECHNOLOGII TERMINATORA To tylko kilka z potencjalnych kruczkow, jakie widze w zastosowaniu Technologii Terminatora. Moja analiza zostala oparta na opisie patentu tej technologii. Jestem pewna, ze przemysl nasienny stanie przed jej wprowadzeniem w obliczu niektorych z omowionych tutaj przeze mnie szczegolowych problemow. Jestem takze pewna, ze zaistnieja inne problemy, ktorych nie mozna jeszcze przewidziec lub sobie wyobrazic. Na pewno wystapia niespodzianki. Co wiecej, uwazam, ze potencjalne problemy biologiczne niesione przez gen Terminatora sa niczym wobec zwiazanych z nim ekonomicznych, spolecznych i politycznych skutkow ubocznych. O autorce: Martha L. Crouch jest profesorem biologii na Uniwersytecie Indiana, gdzie od 20 lat uczy zagadnien dotyczacych roslin i rolnictwa. Studiowala biologie rozwoju na Uniwersytecie Yale i przez ponad 10 lat prowadzila badania dotyczace rozmnazania roslin takich jak kukurydza, soja i rzepak. W roku 1990 zamknela swoje laboratorium w wyniku obaw, ze jej badania dotyczace molekularnych mechanizmow funkcjonowania nasion i kwiatow moga przyczynic sie do wzmocnienia agrobiznesu kosztem bardziej wrazliwej produkcji zywnosci. W rzeczywistosci wiedza na temat ekspresji genow w zarodkach bedaca przedmiotem badan jej studentow i kolegow jest fundamentem opisanej w tym artykule Technologii Terminatora. Od momentu porzucenia pracy badawczej analizowala zwiazki nauki z rolnictwem na calym swiecie, koncentrujac sie na tradycyjnych formach prowadzenia gospodarstw rolnych.
Organizmy genetycznie zmodyfikowane (GMO), czyli transgeniczne staly sie rzeczywistoscia handlowa w rolnictwie. Ocenia sie na przyklad, ze w roku 1998 ponad 18 milionow akrow w USA zostanie obsianych soja Roundup Ready wprowadzona po raz pierwszy w roku 1996. Soje te wyprodukowal przy pomocy inzynierii genetycznej koncern Monsanto. Charakteryzuje sie ona tym, ze zawiera gen bakteryjny zapewniajacy jej tolerancje na produkowany przez ten sam koncern herbicyd glyphosate lub Roundup. Zaledwie w dwa lata po wprowadzeniu soi Roundup Ready ponad 30 procent ziarna i soi uprawianej w USA i blisko 50 procent canoli uprawianej w Kanadzie bylo genetycznie modyfikowane pod katem ich odpornosci na herbicydy badz pestycydy. Monsanto i inne firmy, ktore zainwestowaly bardzo duzo w biotechnologie w ciagu ostatnich dwoch dekad, zaczynaja obecnie, po latach obietnic, zarabiac pierwsze pieniadze i dlatego starannie chronia opatentowane przez siebie nasiona. W numerze Farm Journal z listopada 1997 roku Monsanto opublikowal calostronicowe ogloszenie, proszac farmerow o respektowanie ich praw wlasnosci: Proces badawczy majacy na celu rozwoj upraw biotechnologicznych przynoszacych duze zyski dla farmerow kosztuje miliony dolarow i trwa wiele lat. Przyszle inwestycje wbadania biotechnologii zaleza od zdolnosci firm do podzialu wartosci dodanej wytworzonej przez te uprawy. Co sie dzieje, gdy producenci oszczedzaja i ponownie sieja opatentowane ziarna. Po pierwsze, jest to czynnik, ktory zniecheca firmy inwestujace wtechnologie przyszlosci, takie jak rozwoj roslin o takich cechach, ktore warunkuja wyzsza wydajnosc, wyzsza wartosc i sa odporne na susze. Innymi slowy, farmerzy, ktorzy magazynuja i ponownie wysiewaja opatentowane nasiona narazaja przyszla dostepnosc nowoczesnych biotechnologii dla wszystkich hodowcow, co jest nieuczciwe wobec innych. Juz wkrotce hodowcy zajmujacy sie inzynieria zboz nie beda zapewne potrzebowali prosic o przestrzeganie swoich praw wlasnosci. Jesli podana w niedawno udzielonym patencie technologia okaze sie skuteczna i zostanie szeroko zastosowana, ochrona nowych cech roslin bedzie biologicznie wbudowana w same rosliny. W marcu 1998 roku firma Delta and Pine Land Company (firma nasienna wykupiona pozniej przez Monsanto) uzyskala przy wsparciu Ministerstwa Rolnictwa USA patent nr 5 723 765 zatytulowany ,,Kontrola ekspresji genow u roslin". Mimo iz patent ten jest szeroki i obejmuje wiele zastosowan, jego autorzy szczegolny nacisk klada jedno z nich - sposob tworzenia za pomoca inzynierii genetycznej roslin, ktore zabijaja wlasne nasiona drugiego pokolenia, co uniemozliwia wysiewanie ich przez farmerow. Innowacje te Rural Advancement Foundation International (Miedzynarodowa Fundacja Rozwoju Rolnictwa) nazwala ,,Technologia Terminatora" (Terminator Technology) i poddala analizie niektore z jej najpowazniejszych implikacji dotyczacych socjologii, ekonomii i srodowiska. Wielu konsekwencji dzialania Technologii Terminatora nie da sie w pelni ocenic bez zrozumienia lezacych u podloza tego wynalazku podstaw naukowych. Niniejszy artykul przedstawia w zarysie inzynierie Technologii Terminatora (technlogii genu terminacyjnego) w odniesieniu do okreslonej uprawy. Po wyjasnieniu przebiegu procesu omowie szczegoly, w ktorych moze tkwic diabel.
ZARYS TECHNOLOGII TERMINATORA Aby ulatwic opis Technologii Terminatora, ogranicze sie do wyjasnienia jednej z wielu mozliwosci objetych patentem. Wybranym przeze mnie przykladem sa nasiona bawelny, ktore poddane byly wczesniej inzynierii genetycznej w celu nadania im unikalnej cechy: tolerancji na herbicydy. W swoich rozwazaniach zalozylam, ze aby uniemozliwic wykorzystanie do reprodukcji roslin wyroslych z nasion charakteryzujacych sie tolerancja na herbicydy i zapewnic produkujacej je firmie zyski, nasiona te poddano dodatkowo inzynierii genetycznej majacej na celu wprowadzenie do nich genu Terminatora (terminacyjnego). Mimoiz jest toprzypadek hipotetyczny (nasion bawelny z genem Terminatoraniema jeszcze na rynku),wszystkieczesci skladowe tej technologii dzialaja, przynajmniej w opisie jej patentu. Bawelna rzadko jest sprzedawana w formie nasion mieszancow, dzieki czemu jest dobrym kandydatem do ochrony za pomoca Technologii Terminatora. Z kolei zboze jest normalnie wysiewane jako ziarno hybrydowe, w zwiazku z czym charakteryzuje sie pewnym zakresem roznorodnosci produkcji. Dzieje sie tak dlatego, ze pierwsze pokolenie mieszancow jest prawie jednolite i zostalo wyhodowane w celu uzyskania odpowiednich cech charakterystycznych, ktore nie wystepuja u zadnego z rodzicow z osobna. Kiedy mieszance produkuja nasiona, drugie pokolenie jest zroznicowane ze wzgledu na segregacje genow wystepujaca podczas rozmnazania plciowego. Rolnictwo przemyslowe wymaga jednorodnosci, poniewaz rosliny musza wspoldzialac z mechanizacja. Tak wiec farmerzy prowadzacy produkcje na skale przemyslowa, ktorzy uprawiaja kukurydze, normalnie kupuja co roku nowe nasiona. Jest wiele glownych upraw normalnie nie uprawianych z nasion mieszancow. Obejmuja one pszenice, ryz, soje i bawelne. Farmerzy czesto zachowuja nasiona z plonow tych roslin i nie wracaja do firm sprzedajacych material siewny przez kilka lat, a w wielu rejonach swiata nawet dluzej, aby zaopatrzyc sie w nowa odmiane. Gdyby ludzie, ktorzy hoduja uprawy niemieszancowe, musieliby kupowac co roku nowe nasiona, zyski firm nasiennych gwaltownie by wzrosly. Moze to byc glowny bodziec do rozwoju Technologii Terminatora. Prawdopodobnie byly jeszcze inne powody rozwoju tej technologii. Jednym z nich moze byc jej odmiennosc od hybrydyzacji (krzyzowania). Uzycie genu Terminatora usmierca nastepne pokolenie roslin.Wprzypadku hybrydyzacji drugie pokolenie jest zroznicowane (zmienne), lecz zywe, i wszystkie geny znajdujace sie w mieszancach beda w nim obecne, chociaz w nieprzewidywalnych kombinacjach. Tak wiec hodowca roslin, ktory chce uzycmaterialu genetycznego z mieszancow w swoim wlasnym programie hodowlanym, moze uzyskac go z tych roslin. Przy uzyciu TechnologiiTerminatora specjalne geny, takie jak tolerancja na herbicydy, nie bedzie latwo dostepna dla konkurencji. Innymprzytaczanymczasami argumentemna rzecz stosowaniaTechnologiiTerminatorawkombinacji z poddana inzynierii genetycznej odmiana jest zapobiezenie ,,ucieczce" organizmow transgenicznych do srodowiska. Wiele opinii krytycznych dotyczacych biotechnologii wymienia problemy zwiazane z wypuszczeniemGMO( genetically modified organism - genetycznie zmodyfikowany organizm) do naturalnego srodowiska, twierdzac, ze ich wplyw na ekosystemy i ich czlonkow bedzie trudny do przewidzenia. Smierc wszystkich nasion drugiego pokolenia powinna calkowicie rozwiazac ten problem.
OGOLNY OPIS DZIALANIA TECHNOLOGII TERMINATORA W PRZYPADKU BAWELNY W opisywanym przykladzie celem jest wytworzenie takiej odmiany bawelny, ktora bedzie normalnie rosla do momentu osiagniecia przez nia prawie pelnej dojrzalosci. Nastepnie w nasionach zostanie wytworzona toksyna zabijajaca w specyficzny sposob cale nastepne pokolenie nasion. System ten obejmuje trzy kluczowe skladniki. 1. Gen umozliwiajacy powstanie toksyny, ktora bedzie zabijac nasiona w poznym stadium rozwoju, ale nie bedzie zabijac innych czesci rosliny. 2. Metode umozliwiajaca hodowcy roslin wyhodowanie kilku pokolen roslin bawelny, tak zmodyfikowanych genetycznie, aby posiadaly gen specyficznej toksyny, lecz bez martwych nasion, co wynika z koniecznosci produkcji nasion w celu ich sprzedazy farmerom do uprawy. 3. Metode uaktywniania genu wytwarzajacego specyficzna w stosunku do nasion toksyne po ich zasianiu przez farmerow, tak zeby nasiona drugiego pokolenia zostaly zabite. Te trzy zadania spelniane sa za pomoca modyfikacji genetycznej szeregu genow, ktore sa stale przenoszone do rosliny podczas normalnego procesu jej reprodukcji. Technologia Terminatora jest skomplikowanym, trudnym do zrozumienia procesem, w zwiazku z czym pomocne bedzie wczesniejsze podanie pewnych podstawowych informacji dotyczacych funkcji genow w cyklu zyciowym rosliny. Czytelnicy dobrze obeznani z biologia molekularna moga opuscic nastepny rozdzial i przejsc bezposrednio do rozdzialu ,,Szczegoly Technologii Terminatora".
UPROSZCZONA WERSJA PODSTAWOWYCH PROCESOW BIOLOGICZNYCH Zycie rosliny rozpoczyna sie od pojedynczej komorki jajowej, ktora zostala zaplodniona przez nasienie przeniesione do niej przez pylek. Pierwotna komorka podlega wielu podzialom wytwarzajac tkanki i organy charakterystyczne dla danego gatunku. Proces od pojedynczej komorki do osobnika doroslego nazywa sie rozwojem. Wprocesie rozwojukomorki roznicuja sie i zmieniaja. Na przyklad komorki liscia staja sie odmienne od komorek korzenia. Wiekszosc roznic moze byc przypisywanych zmianom wrodzajuiiloscibialekprodukowanych wkomorkach,poniewazwiele struktur komorkowychjest znich zbudowanych i wiekszosc procesow/reakcji, jakie wystepuja, odbywa sie pod wplywem enzymow, ktoretakze sabialkami.Tak wiec naukowcy, ktorzy badaja rozwoj organizmow,wkladajawielewysilkuwopisaniewzorcabialkowego. Badajac, jakie bialka znajduja sie w roznych tkankach i organach, biolodzy odkryli, ze kazda komorka zawiera kilka tysiecy roznych bialek, przy czym wiekszosc z nich bardzo rzadko wystepuje w komorkach. Kilkaset bialek moze byc obecnych wilosciach srednich, a kilkamoze byc bardzo licznych. Niektore z bialek znajduja sie we wszystkich rodzajach komorek i przez caly czas rozwoju organizmu, podczas gdy inne sa obecne jedynie w okreslonej tkance lub w specyficznym czasie. Na przyklad bialka glutenowe odpowiedzialne za elastycznosc ciasta chlebowego znajduja sie tylko w ziarnach i sa obecne tam wbardzo duzych ilosciach.Zkolei enzymy rozkladajace glukoze jako pierwszy etap uwalniania energii znajduja sie wewszystkich zywych komorkach, lecz w dosc malych ilosciach. Niektore bialka wytwarzane sa w odpowiedzi na zmiany srodowiskowe, takie jak wzrost temperatury, przeto moga byc lub nie byc obecne podczas zycia danej rosliny. Najbardziej powszechna metoda kontroli komorkowej odnosnie ilosci i rodzaju wystepujacego w komorce bialka jest kontrola dzialania genow. Bialka sa lancuchami roznych aminokwasow, ktorych dlugosc i kolejnosc jest unikalna dla kazdego bialka. Kazda sekwencja aminokwasow jest okreslona przez kod znajdujacy sie w chromosomach jadra komorki. Kod jest tworzony przez DNA. Gen to jest odcinek DNA zawierajacy kod specyficznego bialka. Geny wystepuja w specyficznych miejscach wzdluz chromosomow. Okazuje sie, ze kazda komorka ma dwa pelne zestawy genow (jeden zestaw chromosomow pochodzi z nasienia a drugi z komorki jajowej), ktore koduja wytwarzanie bialka we wszystkich tkankach i organach niezbednego poszczegolnym roslinom podczas calego ich cyklu zyciowego. Jednak tylko te geny, ktorych bialka sa konieczne w poszczegolnych komorkach, beda w nich wykorzystywane. Sa to geny aktywne. Pozostale geny takze znajduja sie w chromosomach, lecz nie sa w danej komorce aktywne (aktywne sa w innym miejscu rosliny). Czy gen jest aktywny, czy nie, zalezy od kompleksowych interakcji miedzy DNA i innymi czasteczkami.
Typowe geny moga byc podzielone na czesci. Pierwsza czesc jest rozciagnietym DNA odpowiedzialnym za interakcje z komorkami lub srodowiskiem i jest zwana promotorem. Druga czesc zawiera rzeczywisty kod sluzacy do ulozenia po kolei aminokwasow w bialkach i jest nazywana ,,sekwencja kodowania". Kiedy gen jest aktywny, promotor wspoldziala z innymi czasteczkami wsposob umozliwiajacy sekwencji kodowej kierowanie synteza specyficznego bialka (poprzez kompleksowy zestaw krokow). Inzynieria genetyczna moze byc zdefiniowana jako proces manipulowania wzorcem bialek w organizmie poprzez zmiane genow. Dodawane sa nowe geny lub zmieniane istniejace, tak ze sa one produkowane w innym czasie lub w innych ilosciach. Poniewaz kod genetyczny jest podobny u wszystkich gatunkow, geny pobrane od myszy moga dzialac na przyklad w kukurydzy. Takze promotory jednej sekwencji kodowanej moga byc usuniete i umieszczone z przodu innej sekwencji kodowej, aby zmienic czas imiejsce tworzenia bialek. Na przyklad gdy promotor kazeiny, glownego bialkamleka, zostanie usuniety i umieszczony z przodu sekwencji kodowej hormonu wzrostu czlowieka, spowoduje wytwarzanie ludzkiego hormonu wzrostu wmleku zamiast kazeiny.Oczywiscie, aby spowodowac wytwarzanie ludzkiego hormonu wzrostu w mleku krowy, zmodyfikowany gen musi byc wlaczony do materialu genetycznego krowy. Jest wiele sposobow wykonania tego, ale nie bede tutaj wchodzic w szczegoly tego procesu. Proces przenoszenia genow miedzy gatunkami nazywany jest ,,transformacja" a jego rezultat organizmem transgenicznym. Ostatnio organizmy transgeniczne nazywa sie ,,genetycznie zmodyfikowanymi ogranizmami" (,,genetically modified organisms"; w skrocie GMO).
SZCZEGOLY TECHNOLOGII TERMINATORA KluczemdoTechnologiiTerminatora jestmozliwoscwytwarzania duzej ilosci toksyny, ktora bedzie zabijala komorki i wystepowala tylko w nasionach. Aby to osiagnac w przypadku naszej przykladowej bawelny,nalezy pobrac promotora od genu uaktywniajacego sie w poznym etapie rozwoju jej nasion iwmontowacgodo sekwencjikodujacejwytwarzaniebialka, ktore bedzie zabijalo zarodki przechodzace ostatnie stadia rozwoju. Autorzy patentu dotyczacego Technologii Terminatora jako promotora proponuja gen bawelny LEA (late embryogenesis abundant -- poznej plodnej embriogenezy). Gen ten jest jednym z najpozniej sie uaktywniajacych. Jego bialko zaczyna byc wytwarzane, dopiero gdy nasiona sa pelnej wielkosci i zakumulowaly juz wiekszosc zapasu oleju i bialka, po czym zaczynaja schnac przygotowujac sie do okresu uspienia wystepujacego miedzy opuszczeniem rosliny rodzicielskiej i kielkowaniem w glebie. Jesli zmodyfikowany gen ma ten sam schemat ekspresji, kierowane przez LEA-promotora bialka powinny byc wytworzone w duzych ilosciach tylko w nasionach w ich poznym okresie rozwoju. Wazne jest, zeby nasiona bawelny przeszly przez wiekszosc okresu wzrostu, zanim zadziala toksyna, poniewaz wlokno bawelniane wyrasta z oslony nasiona i jest wytwarzane w miare rozwoju bawelny. Potem, gdy wlokna bawelniane zostana usuniete (do wykorzystania przez czlowieka), nasiona sa kruszone w celu uzyskania oleju i bialka, ktore sa spozywane, zarowno przez ludzi, jak i zwierzeta hodowlane. Zbior bawelny nie bedzie zbyt uzyteczny dla farmera, jesli nasiona nie rozwina sie normalnie przed obumarciem. Jesli chodzi o toksyny, istnieje szereg mozliwosci dyskutowanych w patencie. Jego autorzy najbardziej zalecaja stosowanie inhibitora bialka rybosomowego (RIP) z rosliny Saponaria officinalis. Bialko to dziala juz w nieduzych ilosciach zatrzymujac synteze wszystkich bialek. Komorkom bialka potrzebne sa prawie do wszystkiego i gdy nie moga ich produkowac, bardzo szybko obumieraja. Zdaniem autorow patentu RIP nie jest toksyczny dla organizmow innych niz rosliny. Manipulacje DNA konieczne do wytworzenia specyficznej dla danych nasion sekwencji kodowania odpowiedzialnej za wytwarzanie toksyny wykonuje sie w probowkach i w bakteriach, po czym zmieniony gen umieszcza sie w bawelnie za pomoca jednej z kilku mozliwych sprawdzonych metod. To jednak nie wszystko.Gdyby tak bylo, wowczas po przejsciu przez rosline transgeniczna calego cyklu zyciowego i dojrzeniu jej nasion nastapilby koniec projektu.
W niedlugim czasie nie byloby juz nasion zdolnych do kielkowania, ktore mozna by sprzedawac farmerom. Patent na Technologie Terminatora oferuje pomyslowa metode utrzymywania genu toksyny w stanie nieaktywnym jeszcze przez dlugi czas po zasianiu przez farmerow nasion. Osiaga sie to dzieki umieszczeniu kawalka DNA miedzy specyficznym dla danego nasiona promotorem i sekwencja kodowania toksyny, ktory blokuje ich uzycie do wytwarzania bialek. Na kazdym koncu blokujacego DNA umieszcza sie specjalne kawalki DNA, ktore moga byc rozpoznane przez okreslone enzymy, takie jak na przyklad enzym zwany rekombinaza. Gdy rekombinaza dociera do nich, precyzyjnie wycina je razemz blokujacymDNA, po czymkoncowkiDNAzrastaja sie. Potej operacji specyficzny dladanych nasion promotor zajmuje miejsce obok sekwencji kodujacej wytwarzanie toksyny, dzieki czemu jej produkcja jest juz mozliwa.Nie dzieje sie tojednak od razu. Toksyna nie jest produkowana az do konca nastepnego cyklu rozwoju nasion, poniewaz dopiero wtedy LEA-promotor staje sie aktywny. Tak wiec po wykonaniu pracy przez enzym rekombinacyjny roslina nadal rosnie, kielkuje, wypuszczalodygi, liscie i korzenie, potemtworzy kwiaty, wytwarza pylek iwreszcie nasiona, ktore zostaja w pewnym momencie usmiercone. Po dokonaniu tego wszystkiego pozostaje do rozwiazania jeszcze jeden problem: jak hodowac przez kolejne pokolenia tak genetycznie zmodyfikowane rosliny, zeby ich nasiona mogly byc rozmnazane i sprzedawane farmerom. Patent na Technologie Terminatora rozwiazuje ten dylemat przez powstrzymywanie dzialania rekombinazy az do momentu zasiania nasion. Wlasciciele patentu podaja na to kilka mozliwych rozwiazan. Najbardziej koncentruja sie jednak na nastepujacej procedurze. Proponuja umieszczenie sekwencji kodowania za promotorem, ktory jest przez caly czas aktywny we wszystkich komorkach, lecz jego dzialanie jest zahamowane. Jego uaktywnienie moze nastapic dopiero po poddaniu go dzialaniu chemicznemu.
Sprzedawcy nasion moga poddawac je temu zabiegowi tuz przed wysiewem, umozliwiajac w ten sposob wyprodukowanie w tym czasie rekombinazy. Jeden z systemow uaktywniania promotora, szczegolowo omowiony przez autorow patentu, jest kontrolowany przez antybiotyk tetracykline. Gen produkujacy hamujace bialko moze byc przez caly czas obecny w organizmie rosliny (bawelny) razem z genem rekombinazy, ktorego promotor jest tak zmodyfikowany, zeby byl rowniez dezaktywowany przez bialko hamujace. Tak wiec w wiekszosci warunkow czynnik hamujacy bedzie wchodzil w interakcje z genem rekombinazy, ktora nie bedzie produkowana; jednoczesnie zablokowany bedzie takze gen toksyny i ona rowniez nie bedzie produkowana, nawet podczas rozwoju nasion, gdy gen LEA powinien byc normalnie aktywny. Aby uaktywnic gen toksyny, nasiona powinny byc przed kielkowaniem, tuz przed sprzedaza farmerom, poddane dzialaniu tetracykliny. Tetracyklina wplynie na bialko hamujace powstrzymujac je przed ingerowaniem w wytwarzanie rekombinazy. Wytwarzana rekombinaza bedzie odcinala blokujace DNA od genu toksyny. W tym momencie gen toksyny bedzie zdolny do jej wytworzenia, przy czym zacznie dzialac dopiero w momencie zakonczenia rozwoju nasion. W ten sposob usmiercone zostanie nastepne pokolenie nasion. Aby efekt Terminatora zadzialal w przypadku bawelny, do jej DNA musza byc przeniesione trzy zmodyfikowane skladniki. 1. Gen toksyny kontrolowany przez specyficzny dla nasiona promotor, ale zablokowany przez kawalek DNA umieszczony miedzy promotorem i sekwencja kodujaca. 2. Aktywne przez caly czas bialko hamujace sekwencje kodujaca z promotorem. 3. Aktywna przez caly czas i jednoczesnie regulowana przez bialko hamujace, ktore moze byc zdezaktywowane przez tetracykline, sekwencja kodujaca rekombinaze kontrolowana przez promotora. W rzeczywistosci przeniesienie genow do rosliny nie jest zbyt precyzyjnym procesem. Moze byc do tego uzyta jedna z wielu metod: - genetycznie zmodyfikowany DNA moze byc wstrzykniety do jadra komorki bawelny przy uzyciu cieniutkiej igly, - komorki rosliny moga zostac zanurzone w DNA i poddane wstrzasowi elektrycznemu - DNA moze zostac dolaczone do malych metalowych czastek i wstrzelone do komorek przy uzyciu specjalnego pistoletu, - wirusy i bakterie moga byc zmodyfikowane tak, aby zainfekowaly komorki przy uzyciu DNA. We wszystkich przypadkach genetycznie zmodyfikowane DNA znajdzie swoja droge do jadra komorki i zostanie wlaczone do chromosomow rosliny. Ilosc kopii wbudowanych genow i ich lokalizacja w chromosomach rosliny jest nieprzewidywalna i nie wiadomo, jak dobrze beda funkcjonowac nowe geny. Zlokalizowanie komorek, ktore wbudowaly DNA w istotnych ilosciach i w miejscach, ktore pracuja, jest bardzo pracochlonne. W zasadzie cale rosliny musza byc zreprodukowane z komorek lub tkanek, ktore zostaly zmodyfikowane przy uzyciu obcego DNA, po czym kazda roslina musi byc przetestowana na obecnosc i dzialanie nowych genow. Po zidentyfikowaniu roslin z dobrze dzialajacymi nowymi genami sa one kojarzone w kombinacje, ktore maja wytworzyc nowa linie bawelny, w ktorej u calego potomstwa oba zestawy chromosomow beda posiadaly wszystkie skladniki konieczne do dzialania genu Terminatora. Rosliny kojarzone sa w celu wytworzenia duzej ilosci nasion do sprzedazy. Skutkiem tego Technologia Terminatora daje producentowi nasion mozliwosc okreslenia, kiedy uaktywnic gen Terminatora. Dopoki rekombinaza nie jest wytwarzana, rosliny bawelny rosna normalnie. Po wytworzeniu rekombinazy, drugie pokolenie nasion jest zabijane chroniac w ten sposob opatentowana odmiane.
NIEKTORE PROBLEMY Z WYKORZYSTYWANIEM TECHNOLOGII TERMINATORA Patent tej technologii jest bardzo zlozony. Opisalam tylko jedno z mozliwych jej zastosowan. Jest oczywiste, ze nie da sie okreslic z wyprzedzeniem wszystkich mozliwych biologicznych skutkow ubocznych wprowadzenia tego patentu, niemniej odnotowano juz potencjalne problemy. Ponizej przedstawiam niektore z nich: o Czy gen Terminatora bedzie sie rozprzestrzenial na inne rosliny? Jest bardzo prawdopodobne, ze w pewnych warunkach gen Terminatora bedzie zabijal nasiona sasiednich roslin. Bedzie to jednak ograniczone do pierwszego pokolenia i nie bedzie moglo przechodzic na nastepne generacje. Przebieg tego moze byc nastepujacy... Gdy farmerzy zasieja nasiona z genem Terminatora, beda juz one poddane dzialaniu tetracykliny, a wiec rekombinaza bedzie juz dzialala i sekwencja kodujaca zajmie miejsce obok promotora specyficznego dla nasion danej rosliny gotowa do dzialania w momencie, gdy nastapi koniec rozwoju jej nasion. Z nasion tych wyrosna rosliny, ktore beda produkowaly pylek, ktorego kazda drobina bedzie zawierala gotowy do dzialania gen toksyny. Jezeli uprawa z genem Terminatora znajdzie sie obok pola normalnej odmiany, pylek ten zostanie przeniesiony przez owady lub wiatr na to pole i wowczas kazda zaplodniona przezen komorka jajowa bedzie zawierala jeden gen toksyny, ktory zostanie uaktywniony w pozniejszym okresie rozwoju roslin, co doprowadzi do smierci ich nasion. Jest niemozliwe, aby osoba hodujaca normalna odmiane mogla to stwierdzic, gdyz oba nasiona - normalne i z genem Terminatora - beda prawdopodobnie wygladaly tak samo. Roznica bedzie widoczna dopiero po zasianiu nasion, kiedy one nie wykielkuja. W wiekszosci wypadkow gen toksyny nie bedzie przekazywany dalej, poniewaz martwe rosliny sie nie rozmnazaja. W pewnych warunkach, ktore omowie dalej, jest jednak mozliwe dziedziczenie genu toksyny. W kazdym przypadku, tam gdzie wystapia martwe nasiona, beda one powaznym problemem dla farmera, ktorego pola znajduja sie blisko uprawy roslin z genem Terminatora. Ilosc zabitych nasion bedzie zalezala od stopnia zapylenia krzyzowego, ktore zalezy od gatunku roslin, zroznicowania upraw, warunkow pogodowych, bliskosci pol etc. Jesli zginie wiele nasion sasiedniego farmera, nie bedzie on mogl wykorzystac ich do ponownego zasiewu. Nawet jesli zginie tylko nieznaczna ich ilosc, beda one zawieraly toksyne i inne zmodyfikowane genetycznie bialka odmiany z genem Terminatora. Te nowe skladniki moga spowodowac, ze moga byc juz one nieuzyteczne dla pewnych celow. Czy nasiona zawierajace toksyne wytworzona przez gen Terminatora bedzie mozna bezpiecznie jesc? Skutki dzialania toksyny na uzytkownikow nasion to w rzeczywistosci bardzo powazne pytanie. Problem ten jest omowiony w patencie na koncu osmej strony, gdzie jego autorzy podaja: W bawelnie produkowanej komercyjnie beda stosowane tylko wybrane geny letalne, poniewaz bialka te moga wplywac na koncowa jakosc nasion... Jesli nasiona nie stanowia o wartosci handlowej zbiorow (np. gdy sa przeznaczone na pasze, rosliny ozdobne lub rosliny hodowane w przemysle kwiaciarskim), kazdy gen letalny moze byc zaakceptowany. Jest to niebezpieczne redukcjonistyczne myslenie, poniewaz ludzie nie sa jedynymi organizmami majacymi kontakt z nasionami. Na przyklad w przypadku zbiorow na pasze w zaleznosci od warunkow nie zawsze calamasa jest zbierana przed osiagnieciem przez nasiona pelnej dojrzalosci. Jaki wplyw bedziemiala toksyna na ptaki, owady, grzyby i bakterie, ktore jedza lub zarazaja takie nasiona? Jesli zbior na kiszonke z nasionami obciazonymi toksyna zostanie pozostawiony na polu i nasiona beda mialy kontakt z gleba, jaki to bedzie mialo wplyw na ekologie organizmow glebowych? Sa to wazne pytania, poniewaz do zdrowego wzrostu roslin konieczne sa roznorodne, specyficzne organizmy. Ponadto uprawy kwiatow lub roslin dekoracyjnych z genem Terminatoramoga przypadkowo rosnac obok zblizonej uprawy, ktorej nasiona sa uzytkowane. Jesli wystapi wytworzenie pylku, wowczas nasiona te beda bez wiedzy farmera zawieraly toksyne. Toksyna znajdzie sie w produkcie, o czym nikt nie bedzie wiedzial. Na przyklad, jesli ozdobny slonecznik rozprzestrzenilby gen Terminatora na pole odmiany olejowej, wowczas toksyna znalazlaby sie w oleju jadalnym i makuchu slonecznikowym (pasza dla zwierzat). Inne mozliwe problemy powstale w wyniku wystepowania nowej toksynywnasionach jadalnychmaja zwiazek z jej zdolnoscia do wywolywania alergii.Opisana wczesniej toksyna RIP nie jest bezposrednio trujaca dla zwierzat, alemozewywolywac reakcje alergiczne. Jesli zawierajace ja nasiona zostana wymieszane z ogolnympokarmem, bedzie bardzo trudno stwierdzic jejwplyw. o Czy martwe nasiona beda mialy inne wlasciwosci od zywych? Mimo iz gen Terminatora ma zabijac nasiona w bardzo poznym stadium rozwoju, nie wiadomo, czy nie bedzie wywieral na nie jakiegos innego wplywu. Czy martwe nasiona beda bardziej lub mniej przydatne do przechowywania? Moze beda inaczej reagowaly na zmiany wilgotnosci badz infekcje bakteryjne lub grzybiczne. Jesli martwe nasiona beda zachowywaly sie inaczej, nawet kilka ,,zlych jablek moze zniszczyc skrzynke", i wowczas moze okazac sie, ze czesciowe zniszczenie sasiednich zbiorow moze stac sie powazna sprawa. Moga rowniez istniec roznice w wartosci odzywczej nasion zabitych w poznych stadiach rozwoju. Mimo iz wiekszosc ich tluszczy i bialek jest w nich obecnych, jest mozliwe, ze nasiona zaczna rozkladac je lub bedzie w nich brak pewnych waznych skladnikow wystepujacych zwykle w malych ilosciach. Na przyklad funkcjonalne wlasciwosci specyficznych czastek wystepujacych w zywnosci dopiero teraz zaczynaja byc doceniane i przypuszcza sie, odgrywaja one wazna role w zapobieganiu chorobom. Te ewentualnosci wymagaja dalszych badan. o Czy poddawanie nasion dzialaniu antybiotyku przed siewem moze stanowic problem? Jesli firmy nasienne rzeczywiscie beda stosowaly tetracykline do aktywacji genu toksyny, wowczas bedzie konieczne moczenie w niej duzej ilosci nasion. W zasadzie kazde z nasion wysianych przez farmera bedzie poddane takiemu zabiegowi. Ile kilogramow nasion bawelny lub pszenicy potrzeba do obsiania jednego hektara i ile hektarow zostanie nimi obsianych? Wrzeczywistosci trudno mi sobie wyobrazic, jak dokladnie bedzie to sie dzialo, poniewaz nasiona musza byc poddane zabiegowi moczenia w tetracyklinie po osiagnieciu stadium calkowitej dojrzalosci (tak zeby toksyna nie zostala wytworzonaw pierwszym pokoleniu) i jednoczesnie przed ich wysianiem (inaczej farmer musialby stosowac antybiotyk na rosliny). W kazdym przypadku, nawet przy niskich stezeniach bedzie to duza ilosc tetracykliny, ktora trzeba przenosic, rozprowadzac. Stosowanie na duza skale antybiotykow w rolnictwie juz dzis uwaza sie za powazne zagrozenie dla ich uzytku w medycynie. Ponadto zwiekszona tolerancja bakterii i resztki antybiotyku moga miec rowniez szkodliwy wplyw na ekologie gleby.
Redukcjonistyczny ton rozwazan snutych na ten temat w opisie patentu po raz kolejny napawa mnie niepokojem. Na siodmej stronie (wiersz 30) autorzy stwierdzaja: ...poniewaz tetracyklina nie ma szkodliwego wplywu na rosliny lub zwierzeta, jej obecnosc nie bedzie w inny sposob hamowac normalnego wzrostu roslin, a jej resztki pozostale po zabiegu na nasionach lub roslinach nie beda mialy istotnego wplywu na srodowisko. Poniewaz tetracyklina jest antybiotykiem, ktory w specyficzny sposob hamuje procesy chemiczne u bakterii, lecz nie bezposrednio u ludzi, jej niebezposredni wplyw moze byc zdaniem biologow molekularnych grozny, poniewaz nasze funkcjonowanie zalezy od niezliczonej ilosci interakcji z mikroorganizmami, od prawidlowego trawienia zaczynajac a na ochronie przez organizmami patogennymi konczac. Tak wiec masowe zabijanie bakterii ma wplyw na zdrowie ludzi (i zwierzat) poprzez uszkadzanie systemu ekologicznego bakteria- czlowiek. W rzeczywistosci informacje na karcie pacjenta o zapisaniu tetracykliny sa przekonywajacym dowodem na to, ze stosowanie tetracyklin nie jest bezpieczne. Rosliny sa rowniez zalezne od istnienia mikroorganizmow. Nie funkcjonuja normalnie bez pajeczyny powiazan, w zwiazku z czym niebezposrednie wplywy substancji takich jak tetracykliny moga okazac sie wazne. o Czy Technologia Terminatora zapobiega ucieczce genetycznie zmodyfikowanych (transgenicznych) organizmow? To jasne, ze farmerzy nie beda chcieli, aby rosliny z genem Terminatora rozprzestrzenialy sie na otaczajacych polach lub aby wyrastaly jako niespodziewana ,,samosiewka" w nastepnym sezonie. Nie chca takze, aby rosliny z genem Terminatora wymienialy geny z innymi odmianami lub z pokrewnymi gatunkami. Gen Terminatora zostal zaproponowany jako metoda zapobiegania ucieczce organizmow modyfikowanych genetycznie i ich genow. Nie wydaje sie jednak, zeby dzialanie genu Terminatora w takim celu, bylo skuteczne. Po pierwsze, jest niemozliwe, aby zabieg przy uzyciu tetracykliny byl skuteczny w stu procentach. Z wielu przyczyn, niektore nasiona moga nie reagowac lub nie wchlonac wystarczajacej ilosci tetracykliny, aby uaktywnic rekombinaze.W takich przypadkach rosliny, ktore wyrosna z takich nie uszkodzonych nasion, beda zapewne wygladaly tak samo, jak inne, przy czym beda wytwarzaly pylek niosacy nieaktywny gen toksyny. Pylek bedzie zawieral takze transgeniczne bialko (np. tolerancje na herbicydy), ktore powinno byc zabezpieczone poprzez gen Terminatora. Jesli taki pylek zapyli normalna rosline, nasiona nie zgina, poniewaz toksyna nie bedzie produkowana, ale nasiona beda posiadaly gen tolerancji na herbicydy i beda mogly zyc dalej. Tak wiec cecha organizmow zmodyfikowanych genetycznie moze uciec wraz z pylkiem. Oczywiscie, samozaplodnione nasiona linii Terminatora beda takze przezywac do drugiego pokolenia, jesli zabieg tetracyklina nie byl skuteczny, i moga zostac przeniesione przez ptaki lub wyrosnac jako samosiewki w nastepnym sezonie. Inna mozliwoscia jest to, ze nawet skutecznie aktywowane g
Печатать


NADZIEJA NA ZWALCZENIE RAKA

Общая Трекбэки (0)

 

Nazywam się Sam Chachoua, jestem lekarzem z Melbourne w Australii. Metoda, o której chcę opowiedzieć, jest zupełnie nowa i rewolucyjna. Nazwałem ją „Terapią Indukowanej Remisji”. U jej podstaw legły trzy naturalne zjawiska: odporność narządu, odporność organizmu oraz samoistna remisja. Badania nad rakiem rozpocząłem w młodości, kiedy u mojego ojca wykryto szpiczaka mnogiego. Ponieważ konwencjonalna terapia nie przynosiła rezultatów, chciałem spró- bować znaleźć coś, co mogłoby mu pomóc. W trakcie owych poszukiwań zwróciłem uwagę na to, że w ludzkim ciele znajdują się narządy, na przykład jelito cienkie, zdolne przeciwstawić się nowotworom. Bez względu na to, jak bardzo rozprzestrzeniony jest nowotwór, zwykle omija on ten organ. Istnieje również coś takiego jak „odporność organizmu”. Termin ten oznacza, że większość zwierząt, którym próbujemy wszczepić ludzkiego raka, jest w stanie go odrzucić. Zacząłem więc pracę nad doświadczeniem mającym wyjaśnić, co takiego sprawia, że jelito cienkie jest odporne na raka. Chciałem także wiedzieć, dlaczego konie, koty, psy oraz inne zwierzęta przejawiają odporność na ludzkie nowotwory. Mówiąc w wielkim skrócie, zdołałem wyodrębnić czynniki immunologiczne, których użyłem do badań w Peter McCallum Cancer Institute. W wieku 18 lat napisałem pierwszą pracę, a w następnym roku przedstawiłem ją na zjeździe Clinical Oncology Society of Australia. Muszę przyznać, że byłem z siebie bardzo dumny. Myślałem: „Chłopie, udało ci się. Teraz pomożesz ojcu, a twoja metoda wkrótce będzie powszechnie stosowana”. Już niemal to widziałem: członkostwo Clinical Oncology Society of Australia, powszechna radość i telefony w rodzaju: „Hej, mamy tutaj zdolnego młodzień- ca, połączcie nas z Komitetem Nagrody Nobla”. O naiwności! Przyjmowano mnie równie serdecznie jak chorobę weneryczną albo ostry atak hemoroidów! Pozwolę sobie teraz przejść do zastosowania tej formy terapii w zwalczaniu AIDS. Od bardzo dawna wiemy, że nie można zarazić zwierzęcia AIDS wszczepiając mu wirusa HIV. W związku z tym istnieją dwie możliwości: albo zwierzęta obdarzone są swoistą odpornością, to znaczy nie posiadają miejsc, które HIV mógłby zaatakować, albo posiadają system immunologiczny zdolny pokonać i zniszczyć wirusa. W związku z tym nie pozostaje nam nic innego, jak tylko to sprawdzić! Tak więc, wstępne dane niosły ze sobą obietnicę, że możliwe będzie wywołanie reakcji odpornościowej, na przykład u konia, która selektywnie zniszczy wirusa HIV. Co mnie intrygowało i zdumiewało zarazem, to procesy myślowe czy też raczej ich brak wśród badaczy AIDS, którzy przez szereg lat głowili się nad opracowaniem systemu odporności zdolnego uporać się z AIDS. Ludzie ci siedzieli w swoich laboratoriach i mówili: „No tak, musimy stworzyć model zwierzęcy. Kiedy już będziemy go mieli, kiedy już zarazimy zwierzę AIDS, znajdziemy metodę, żeby je wyleczyć”. Zabrali się więc z zapałem za zwierzęta doświadczalne, szczury, psy, konie i koty. Wstrzykiwali im wirusy HIV, a mimo to nie zapadały one na AIDS, co mocno ich złościło. „Jak mam znaleźć lekarstwo na AIDS, jeśli nie mogę zarazić nim zwierzęcia?” – powiadali. „Wstrzykuję mu HIV, żeby znaleźć reakcję odpornościową, która zabije tego wirusa, a zwierzę tymczasem go nie przyjmuje. Jak mam w takich warunkach pracować?” 
Dostrzegają Państwo ten schemat myślowy? Tak to właśnie wygląda. Byłbym nieco rozczarowany, gdybym musiał w tym miejscu wyjaśniać, że jednym z najprostszych sposobów na uporanie się z tą największą plagą naszych czasów jest wykorzystanie w leczeniu systemu zwierzęcego, który tak dobrze sobie z nią radzi. Przed stu laty, kiedy nie mieliśmy antybiotyków, jedynym lekiem, jakim dysponowaliśmy przeciwko zapaleniu płuc, ospie i polio (choroba Heinego-Medina) była końska surowica. Brało się konia, wstrzykiwało mu zarazki choroby, potem pobierało surowicę i wstrzykiwało ludziom. Jeśli taka terapia była skuteczna w walce z plagami sto lat temu, to dlaczego nie stosuje się jej dzisiaj? Co by się stało, gdybyśmy ją zastosowali? Oto przypadek młodego mężczyzny chorego na AIDS. Ma 32 lata. Dostał zapalenia płuc wywołanego przez Pneumocystis carinii, ma trudności w oddychaniu, liczba limfocytów T wynosi 80, zachwiana jest też równowaga T4/T8. Pobrano od niego krew z wirusem, po czym wstrzyknięto ją koniowi. Pochodzące od zwierzęcia antyserum oczyszczono następnie tak, aby w zetknięciu z krwią pacjenta nie doszło do reakcji alergicznej. Końskie serum wstrzyknięto pacjentowi. I cóż widzimy? W ciągu 24 godzin objawy zapalenia płuc ustępują. To duże osiągnięcie, zważywszy że antybiotykom, o ile w ogóle by sobie poradziły, zabrałoby to wiele dni, a może nawet tygodni. Tymczasem u tego pacjenta symptomy chorobowe szybko zniknęły. W ciągu 10 dni liczba limfocytów T wzrosła do 780, a stosunek T4/T8 wrócił do normy. Przedstawiony przeze mnie przypadek był dosyć dramatyczny, ale czy nie widać w nim pewnego sensu? Zdrowego rozsądku? Mamy chorobę, która może wyniszczyć system immunologiczny człowieka, ale jest bezradna wobec konia czy innego zwierzęcia. Dlaczego zatem nie wykorzystać systemów odpornościowych tych zwierząt do zwalczenia choroby? Zwróciłem się więc do wielkich szpitali w USA. Powiedziałem: „Panowie, spójrzcie na to!” – i pokazałem im historię choroby oraz pacjenta, którego przywiozłem ze sobą. Pokazałem im, w jakim był stanie „przedtem” i w jakim był „potem”, przy czym te ostatnie wyniki pochodziły z badań przeprowadzonych już na amerykańskiej ziemi. A oni na to: „Zaszczepić pacjenta końską surowicą? Czy pan oszalał? Nigdy czegoś takiego nie zrobimy”. Kilka miesięcy później parę osób z ośrodka, w którym przebywałem – bliscy przyjaciele moich słuchaczy – oznajmiło mi, że zamierzają wszczepić pacjentowi choremu na AIDS szpik kostny pawiana, ponieważ pawiany są odporne na HIV! Czując się odrzucony i zlekceważony, postanowiłem zdobyć jak najwięcej wiadomości o terapiach alternatywnej i konwencjonalnej. Proszę mi wierzyć, że przestudiowałem dosłownie wszystko, z terapią śmiechem włącznie! Przeglądając wszystkie te alternatywne, naturalne i konwencjonalne terapie, bardzo szybko stwierdziłem, że w dziedzinie tej funkcjonują dwie błędne nazwy. Jedną z nich jest „terapia naturalna”. Nie chciałbym być tutaj źle zrozumiany. Terapia alternatywna niesie ze sobą wiele dobrego, witaminy i dieta są bardzo pożyteczne, ale cóż na litość boską jest naturalnego w dożylnym podawaniu 50000 jednostek witaminy C albo robieniu lewatywy z cappuccino? Co wspólnego z naturą ma wstrzykiwanie komuś w pośladek ozonu? Drugim wielkim nieporozumieniem na niwie terapii konwencjonalnej są terminy „radioterapia” oraz „chemioterapia”. Wprost nie mieści mi się w głowie, w jaki sposób słowo „chemio” można łączyć ze słowem „terapia”. Nigdy przedtem nie zdarzyło się, aby terapia zawodząca raz po raz od 80 lat, wywołująca najbardziej odrażające spośród znanych ludzkości efekty uboczne, prosperowała w najlepsze i do tego jeszcze rozkwitała. Zdumiewa mnie, że chemioterapia tak bardzo rozwinęła skrzydła, z czego ludzie nie zawsze zdają sobie sprawę. 
Na przykład, ile osób wie, że w dzisiejszych czasach najbardziej rozpowszechnionym sposobem leczenia agresywnej łuszczycy jest właśnie chemioterapia? Nastolatki i osoby w wieku rozrodczym idą do lekarza i słyszą: „Dam ci środek antagonizujący kwas foliowy o nazwie methotrexate”. Prawda, że „środek antagonizujący kwas foliowy” brzmi lepiej niż „chemioterapia”, którą właś- nie jest zażywanie tego środka. Te dzieciaki łykają truciznę, a potem one i ich dzieci będą ponosić tego konsekwencje. Jak sądzę, wszyscy słyszeli o najnowszym przełomie, nowej formie antykoncepcji od niedawna dostępnej na rynku? Mam na myśli zastrzyk aborcyjny. Ale nie wszyscy zapewne wiedzą, że zastrzyk ten zawiera środek antagonizujący kwas foliowy. To jest chemioterapia. Mówmy otwarcie. Terapia alternatywna jest wspaniała, prawdopodobnie może wydłużyć życie chorych i podnieść jego jakość. Kto wie, może nawet jest w stanie zapobiegać powstaniu wielu schorzeń. W gruncie rzeczy jednak terapię konwencjonalną i alternatywną łączy jedno. Na przestrzeni ostatnich stu lat ponosimy druzgocącą klęskę w wojnie z rakiem. Bądźmy szczerzy, gdyby stu ludzi poddało się najbardziej żmudnej terapii alternatywnej, jaka tylko jest dostępna, nie wyleczylibyśmy stu chorych na raka ani na AIDS. Są tylko trzy przyczyny, z powodu których przegrywamy tę wojnę. Po pierwsze, nasza broń jest zbyt słaba. Dzisiaj chemioterapia i radioterapia mają do dyspozycji środki mogące dosłownie spalić pacjenta! A zatem, to nie to. Wykreślmy więc ewentualność numer jeden. Po drugie, cel jest niewidzialny. Dzisiaj wiemy, że to prawda; wiemy, że komórki rakowe są immunologicznie niewidzialne. Po trzecie, istnieje inny cel. Moje przygnębienie budzi fakt, że zarówno terapia alternatywna, jak i konwencjonalna całkowicie ignorują zjawisko „samoistnej remisji”, które jest prawdopodobnie najbardziej naturalnym zjawiskiem wskazującym nam, jak zwalczać śmiertelną chorobę. Termin „samoistna remisja” oznacza cudowne uzdrowienie, sytuację, kiedy ludzie umieszczeni na łożu śmierci, „wstają z martwych” w ciągu dwóch lub trzech dni bez najmniejszego śladu choroby. Przypadki wystąpienia tego zjawiska zostały odnotowane w literaturze, lecz nikt ich nigdy dokładnie nie zbadał. Dane dotyczące samoistnej remisji wyraźnie wskazują, że tuż przed powrotem do zdrowia osoby chorej na raka, serce, artretyzm, czy jakąkolwiek inną chorobę śmiertelną, przechodzi ona ciężką infekcję wirusowego lub bakteryjnego typu. Odnotował to dr Didot we Francji, który spostrzegł, że obecność syfilisu uniemożliwia wystąpienie raka. Chore na syfilis prostytutki nie chorowały praktycznie na raka. Lekarz ów zaraził dwudziestu pacjentów chorych na raka syfilisem i czternastu z nich uzyskało pełną remisję. W miarę rozwoju syfilisu rak się wycofywał. U dalszych trzech nastąpiła znaczna poprawa, reszta zaś zmarła na syfilis. Działo się to jednak kilkaset lat temu. Mając dziś do wyboru „duże R” albo „duże S”… no cóż, dzisiaj można wyleczyć syfilis paroma zastrzykami penicyliny, tak mnie przynajmniej uczono! Pod koniec ubiegłego stulecia dr William Coley miał pacjenta z rakiem kości i ostrym przypadkiem syfilisu lub jakiejś innej infekcji skóry. Infekcja skórna, rozwijając się, pochłonęła raka, który zniknął bez śladu. Dr Coley podjął badania nad, jak to nazwał, „toksynami Coleya” i potem przez wiele lat stosował je w terapii osiągając całkiem niezłe rezultaty. W tym przypadku problem polega jednak na tym, że dr Coley uległ pokusie czegoś, co określam mianem „medycyny macho”. Infekcja, którą wyodrębnił u tamtego pacjenta i która go wyleczyła, dała również godne odnotowania rezultaty u szeregu innych pacjentów, lecz Coley nie był usatysfakcjonowany. Chciał czegoś jeszcze skuteczniejszego, przeto znalazł infekcję jeszcze bardziej toksyczną. 
Zamiast nadal posługiwać się owym specyficznym szczepem paciorkowca, znalazł paciorkowca, który zabijał ludzi. Uzasadniał to tym, iż jest on bardziej toksyczny, a więc będzie skuteczniej zabijać raka, zapewniając większe szanse wyleczenia. Nie od dziś wiadomo, że na obszarach dotkniętych malarią nie ma raka. Kiedy pozbywamy się malarii, osuszając bagna i tępiąc moskity, liczba zachorowań na raka szybko wzrasta. Jeśli ludzie chorzy na raka złapią malarię, mają szansę uzyskać remisję. Niedawno dr Henry Heimlich (ten sam, który opracował manewr Heimlicha zapobiegający uduszeniu) wstrzyknął kilku pacjentom chorym na AIDS zarazki malarii i uzyskał u nich pewną formę remisji, przejawiającą się tym, że stan ich zdrowia uległ poprawie i pozostał stabilny na tym poziomie. Wszystkie te spostrzeżenia doprowadziły mnie do wniosków, które nazwałem „teorią nemezis”. Mówi ona, że dla każdej choroby istnieje organizm wywołujący antychorobę, który atakuje wybiórczo i niszczy przyczynę schorzenia. W następstwie opracowałem „terapię nemezis”, która polega na przygotowaniu ekstraktów z „organizmów nemezis” i zwalczaniu nimi określonych chorób. Jak znaleźć organizmy nemezis? Cóż, trzeba rozglądać się dookoła. Tam gdzie występuje jakaś choroba, a inna jest znacznie mniej rozpowszechniona, istnieje szansa, że są one względem siebie antagonistyczne. Można też pracować na poziomie podstawowym, tak jak ja to robię, przeprowadzając ogromną ilość testów sprawdzających. Przygotowałem w moim laboratorium tysiące próbówek zawierających pobrane za pomocą biopsji od chorych na białaczkę fragmenty tkanek z zarażonych węzłów chłonnych. W każdej próbówce rozpocząłem hodowlę innego organizmu. Ten, który posiadał zdolność walki z rakiem, otaczał go i pożerał. Ta białkowa „materia”, a ściślej grzyb, rozrastała się i owijała wokół nowotworu. W ciągu kilku dni już go prawie nie było, a po paru tygodniach w próbówce pozostawał tylko grzyb! Uzyskujemy zatem nowe możliwości terapeutyczne. Organizm nemezis może nam dostarczyć wysoce wyspecjalizowanych substancji chemicznych zdolnych zabić raka, lecz nie atakujących innych tkanek. Po wtóre, daje nam kompleksy znakujące, które przylegają do raka od zewnątrz i czynią go widzialnym dla systemu immunologicznego. Po trzecie wreszcie, otrzymujemy kompletny zestaw specyficznych enzymów trawiennych, które trawią tylko i wyłącznie raka. A zatem to maleństwo nie tylko niszczy chorobę, ale jeszcze po sobie sprząta! Dzięki systemowi znakującemu, system immunologiczny człowieka dostrzega włóknistą sieć białka, która spowija od zewnątrz raka, ale nie widzi samego nowotworu. Organizm odkrywa intruza i chce go zniszczyć. 
Należy zatem pobrać ekstrakt białka, które przylega do nowotworu i wstrzyknąć go choremu, u którego połączy się on z nowotworem w ciele pacjenta. W ten sposób organizm zauważy go, ponieważ będzie oznakowany białkiem bakterii, grzyba lub wirusa. Nikt z nas nie ma problemu z pozbyciem się kaszlu lub przeziębienia w ciągu tygodnia albo dwóch. Tak samo możemy pozbyć się raka – trzeba tylko sprawić, żeby wyglądał jak kaszel albo przeziębienie poprzez przyczepienie do niego cząsteczek kaszlu bądź przeziębienia. Organizm zaatakuje go wówczas, zniszczy i usunie. Zdarzały się jednak przypadki, że u pacjentów, u których leczono nowotwory kompleksem znakującym, po paru miesiącach lub latach dochodziło do pogorszenia stanu zdrowia. Wskazywało to, że znakowanie raka to nie wszystko, że samo oznaczenie komórki rakowej nie usuwa przyczyny choroby. W grę wchodzi jeszcze jakiś czynnik. Interesujące obserwacje poczyniono przed dwudziestu laty, gdy pacjentom chorym na białaczkę niszczono szpik kostny, aby następnie zastąpić go szpikiem pochodzącym od innego dawcy. Okazało się, że białaczka nieodmiennie powracała. I co wówczas mówili lekarze? „Bardzo mi przykro, panie Jones, kiedy pana leczyłem chemio- i radioterapią jedna komórka podzieliła się i ukryła, a potem rozmnożyła się i z powrotem opanowała cały organizm… jedna, jedyna komórka”. Jedna czy też kilka komó- rek, które wymknęły się spod kontroli, wywołały nawrót choroby. Można tym tłumaczyć niektóre przypadki, ale stosowanie tego wyjaśnienia do wszystkich nawrotów raka jest czystą bzdurą! Lecząc białaczkę usuwa się pacjentowi szpik kostny. Nic z niego nie zostaje! Daje mu się szpik pobrany od kogoś innego. Po sześciu miesiącach białaczka wraca. No dobrze, gdyby sprawcą tego była jakaś pozostawiona komórka, to przy kolejnym badaniu powinno okazać się, że mamy do czynienia z tą samą odmianą białaczki, jaką leczyliśmy przed uzyskaniem remisji, prawda? To powinna być taka sama komórka. 
Tymczasem po przeprowadzeniu testów DNA wyszło na jaw, że nie tylko nie jest to ta sama komórka, ale na dodatek pochodzi od dawcy. To szpik dawcy przekształcił się w komórki białaczki! Odkrycie to zostało opisane w konwencjonalnej literaturze medycznej, a jego sens jest taki, że choroba nowotworowa nie jest równoważna z rakiem komórek. Jest jeszcze coś w ciele pacjenta, co regeneruje i zasila raka. Dopóki się do tego czegoś nie dotrze, skuteczne pozbycie się choroby nie będzie możliwe. Tak więc pracowałem w zastawionym próbówkami laboratorium, wynajdując organizmy nemezis, ale raz po raz natykałem się na zjawisko, które doprowadzało mnie do rozpaczy. Traktowałem raka jednym organizmem, powiedzmy, Escherichia coli, a po śmierci komórek rakowych znajdowałem rozwijające się inne organizmy, których tam nie umieszczałem. Zazwyczaj miały one postać gronkowcową lub paciorkowcową. Niekiedy pojawiały się też pałeczki kwasooporne, w zależności od użytego do hodowli środka oraz czasu jej trwania. To naprawdę ciekawe. Mamy tutaj do czynienia z czymś, co niektórzy nazywają „polimorfizmem”. Z pary elementów wykształcają się wydłużone, pałeczkowate struktury – forma ziarniakowata ulega przemianie w pałeczkowatą. Polimorfizm w pełnej krasie. Zwróciłem się o pomoc do kolegów: — Słuchajcie, skąd się ciągle biorą ci nieproszeni goście? Przecież umieszczam w próbówce sterylnego raka. Potem zarażam go czymś zupełnie innym, a te struktury i tak się pokazują. — Wiesz co, Sam, prawdopodobnie kichnąłeś i skaziłeś całą partię! — usłyszałem w odpowiedzi. — Ale to się powtarza raz za razem. Czyżby na pewno było to skażenie? — Tak, z całą pewnością. Sto lat temu wszyscy obwiniali takie skażenie o wywoływanie raka. Mam poświęconą temu tematowi literaturę. Napisano tysią- ce artykułów o bakteriach, organizmach bakteryjnych i grzybach jako sprawcach raka. W miarę rozwoju technologii musimy jednak odrzucić to, co oczywiste, a kiedy już to odrzucimy, odkrycie prawdy staje się bardzo trudne. Jak więc mam dowieść, że te organizmy są w jakiś zawiły sposób rzeczywiście związane z procesem rozwoju raka lub AIDS? W pierwszej kolejności należy wyhodować je z komórek rakowych, wstrzyknąć kilku zwierzętom i przekonać się, ile z nich zachoruje na raka. Okazuje się, że niemało. Ponieważ owe struktury nie zabijają zwierzęcia, dochodzi do rozwoju raka. Co dziwne, wygląda na to, że wywołanie raka przedłuża życie zwierzęcia. A teraz pójdźmy nieco dalej. 
To, co zamierzam powiedzieć, jest tylko teorią i nie ma związku ze skutecznością terapii. A jeśli ci intruzi nie wywołują reakcji systemu odpornościowego? Są przetrzymywani w środku raka; ciało nie robi nic, żeby ich zwalczyć, a jednak się nie rozprzestrzeniają. Co ich powstrzymuje? A jeśli to nie rak jest prawdziwym wrogiem? Jeśli stanowi on ostatnią szansę organizmu na to, żeby zebrać ich w jednym miejscu tak, by nie mogli się rozwijać i uśmiercić nas w szybkim tempie? Jeśli tak naprawdę rak wyświadcza nam przysługę? Może to dlatego po kuracji z udziałem radio i chemioterapii wszystko szybko wraca do stanu poprzedniego, gdyż swoim działaniem uwolniliśmy zagrożenie z pułapki? Jeszcze raz podkreślam, że to tylko teoria! Omawiana terapia w najgorszym przypadku pozwala kontrolować przebieg choroby, w najlepszym zaś może spowodować niezwykłą w swej szybkości poprawę stanu zdrowia. W wielu przypadkach po tygodniu lub dwóch leczenia nowotwór zmniejszył swoje rozmiary o połowę. Osiągnięcie takiego rezultatu bez wyraźnych efektów toksycznych bądź obumierania jest rzeczą niesłychaną, a jednak w tej metodzie one nie występują. Kiedy podążamy śladami natury i postępujemy zgodnie ze wskazówkami, jakich udziela nam samoistna remisja, Terapia Indukowanej Remisji może zapewnić wyleczenie przy znikomych efektach ubocznych. Nie wybierałem specjalnie tego forum, aby dzisiaj przed nim wystąpić. Nie obrażając nikogo, wolałbym zwracać się do lekarzy praktyków i przedstawiać tę metodę nie jako terapię alternatywną, ale konwencjonalną. Przez 12 lat próbowałem opublikować wyniki badań w konwencjonalnej literaturze, przez 12 lat chodziłem od szpitala do szpitala i wszędzie traktowany byłem jak śmieć. W świetle tego, co przeczytałem dzisiaj w gazecie, w której ktoś napisał artykuł potępiający tę konferencję, wygląda na to, że jego autor stoi na stanowisku, że jeśli establishment konwencjonalnej medycyny w swojej świętości nie zgadza się z jakąś koncepcją czy terapią, oznacza to, że opinia publiczna jest zbyt głupia, aby w pełni to zrozumieć i dokonać samodzielnej oceny. Takie podejście sugeruje, że skoro ludzie są tacy głupi, to nie powinno się im dawać takiej szansy. Pod adresem autora mogę tylko powiedzieć, że największym głupcem jest człowiek zaślepiony, wypowiadający opinie o rzeczach, których nie doświadczył ani osobiście nie zbadał. W tej „epoce Kevorkiana”, jak ją nazywam, w czasach kiedy ludzie cenią sobie godną śmierć w obliczu cierpienia, bólu i choroby, oferuję technologię mogącą położyć kres cierpieniu, bólowi i chorobie. Modlę się też o to, aby wysiłki wspierające godną śmierć przeniesione zostały na godne życie. 
TERAPIA INDUKOWANEJ REMISJI – NOWE DANE (1998) Po latach wykładów, prezentacji i publicznych wystąpień, jak również udziału w programach radiowych, telewizyjnych oraz wywiadów prasowych przekonuję się, że konwencjonalna medycyna w dalszym ciągu niewiele wie o skuteczności mojej terapii potwierdzonej na przykład osiągnięciem remisji AIDS. Każdy lekarz może złożyć zdumiewające oświadczenia, ale dopiero niezależne, wolne od uprzedzeń badania są wiarygodną metodą wykazania skuteczności leczenia. Ich wyniki nie tylko dowiodłyby skuteczności moich szczepionek, ale także wywołałyby zainteresowanie nową obiecującą terapią. Dlatego też zabrałem historie chorób leczonych przez siebie pacjentów chorych na AIDS do Cedar Sinai Medical Center z prośbą o ocenę. Dr Shlomo Melmed był zaskoczony wynikami i poradził mi, abym wysłał próbki szczepionki do Wydziału AIDS i Chorób Odpornościowych Centrum Chorób Zakaźnych. Analizy kliniczne przeprowadzone przez dra Erica Daara wykazały, że spośród 22 testowanych próbek, 20 wykazało dziewięćdziesięciodziewięcioprocentową skuteczność w neutralizowaniu HIV-1. Analiza ta została poparta niezależnym badaniem w klinicznych laboratoriach Uniwersytetu Południowej Kalifornii. W jego trakcie dokonano oględzin w mikroskopie elektronowym próbek krwi pobranych od kontrolnej grupy osób zainfekowanych wirusem HIV. W efekcie uzyskano ponad sto zdjęć pokazujących atak, śmierć, rozkład i usunięcie wirusa HIV. Kierujący testami lekarz stwierdził, że „ilość nietkniętych cząsteczek wirusa po zastosowaniu szczepionki u każdego pacjenta zmniejszyła się o około 50 procent”. Przykłady tego procesu od ataku do oczyszczenia pokazują wykonane fotografie. Pierwsza z nich, zrobiona przy użyciu mikroskopu elektronowego, przedstawia fragment komórki peł- nej cząsteczek wirusa HIV. Następna ukazuje komórkę w trzy dni później – poprawie uległa jej stabilność, zmniejszyła się też ilość cząsteczek wirusa. Trzecia fotografia została wykonana sześć dni po podaniu szczepionki. Widać na niej, że w komórce pozostały tylko nieliczne cząsteczki wirusa. Ostatnie, czwarte, zdjęcie pochodzi z dziewiątego dnia terapii. Nie ma na nim żadnych wewnątrzkomórkowych cząsteczek wirusa, za to można na nim wreszcie zobaczyć jądro komórki. Dowody uzyskane na poziomie komórkowym potwierdzają, że AIDS oraz raka można zaatakować genetycznie bez wywoływania znacznych zaburzeń zdrowych szybko mnożących się komórek niezbędnych do podtrzymywania życia. Czy sądzicie Państwo, że media, społeczność medyczna i inni okazali zainteresowanie tak fantastycznymi wynikami leczenia? Choć trudno w to uwierzyć, instytuty obdarzone publicznym zaufaniem i środkami, mające za zadanie odkrywać i wdrażać nowe terapie, opóźniają zastosowanie ratującej życie technologii. Miałem nadzieję, że znajomość Terapii Indukowanej Remisji będzie stale rosła, a Urząd ds. Leków i Żywności pozwoli zastosować ją u niezliczonych ofiar raka i AIDS, dla których nie ma praktycznie innej nadziei. Tymczasem wyżej wymienione instytuty medyczne i lekarze zgodnie zaprzeczyli jakimkolwiek związkom ze mną. Zaprzeczyli istnieniu imponujących wyników testów, a nawet znajomości ze mną i dopiero zmuszeni stanąć przed sądem w San Diego w Kalifornii w procesie cywilnym (sprawa nr 700406) zeznali, jak było naprawdę. To ich niezrozumiałe zachowanie zmusiło mnie do złożenia pozwu, między innymi po to, aby wyniki badań zostały zarejestrowane w sądzie jako dowód. Mamy skłonności, by czcić naszych lekarzy niczym bogów, którzy ratują nas od chorób. Skoro jednak ci fałszywi bogowie nas zawodzą, to czy nie nadeszła pora, aby odpowiedzialność za nasze życie i zdrowie wziąć w swoje ręce? W miarę jak opinia publiczna zaczyna dowiadywać się o obiecujących możliwościach Terapii Indukowanej Remisji, coraz częściej padają pytania o powody jej blokowania. Zawsze oburzałem się, gdy moją pracę wrzucano do pojemnego worka „medycyny alternatywnej”. Przecież metoda ta wykorzystuje ekstremalnie ześrodkowane elementy „medycyny konwencjonalnej”. 
Tym niemniej w poszukiwaniu różnych form terapii, które mogłyby wzbogacić lub nawet zastąpić moje odkrycia, niezmiennie interesuję się rozwiązaniami alternatywnymi pozostającymi w opozycji do konwencjonalnych, toksycznych i nierzadko barbarzyńskich metod. Byłem mocno oburzony, gdy odkryłem organizacje medycyny alternatywnej sprzedające zrozpaczonym pacjentom owocowe soki czy witaminę C w zastrzykach po kilkaset, a niekiedy nawet po kilka tysięcy dolarów, choć w rzeczywistości były one warte kilka centów. Przedstawiłem wówczas następującą ofertę: wypłacę 100000 dolarów każdemu autorowi „alternatywnej” terapii, który udowodni uzyskanie pełnej remisji w 10 przypadkach raka. Ponadto przygotowałem także ofertę dla sceptycznego świata medycyny konwencjonalnej: 100000 dolarów dla każdej poważnej organizacji medycznej, która przeprowadzi badania moich szczepionek przeciwko rakowi i AIDS, a następnie opublikuje wyniki. Jak na razie nikt się nie zgłosił po pieniądze. Terapia Indukowanej Remisji może z pomocą dodatkowych źródeł i profesjonalistów z przemysłu medycznego, którym naprawdę zależy na zwalczaniu chorób i którzy dysponują warunkami do katalogowania, przechowywania i hodowli samorodnych szczepionek na wielką skalę, przynieść doskonałe rezultaty i zmienić dzisiejsze metody leczenia. Z historycznego punktu widzenia, wszelkie instytucje są przeciwne zmianom i dlatego zmiany następują powoli. Aby jakakolwiek obiecująca terapia została zaakceptowana przez główny nurt medycyny, potrzeba paradygmatycznej zmiany w nauce medycznej. Terapia Indukowanej Remisji walczy z chorobą na poziomie genetycznym. Na dzień dzisiejszy jest to jedyna terapia koncentrująca się na zwalczaniu choroby już na tym poziomie. Źródła wielu schorzeń znajdują się na poziomie genetycznym, toteż Terapię Indukowanej Remisji można stosować w leczeniu całego szeregu chorób. Korekta genetyczna jest jedyną nadzieją na wyleczenie AIDS czy raka i kontrastuje wyraźnie z dostępnymi toksycznymi metodami, które atakują mechanizmy chorobowe oraz symptomy, lecz pozostawiają uszkodzony wzorzec będący źródłem choroby. Najlepszym przykładem niezwykłych możliwości tej terapii jest genetyczne usunięcie wirusa HIV z jądra komórki. Ciało nie tylko uwalnia się od choroby, ale jest również w stanie naprawić uszkodzenia odniesione w jej trakcie. Otwiera to zupełnie nową dziedzinę regeneracji komórkowej, o której przedtem można było tylko marzyć. Możność odwracania uszkodzeń DNA wywołanych wiekiem lub chorobami otwiera przed nami cały nowy świat terapeutycznych możliwości z niemal nieskończoną liczbą zastosowań
Nazywam się Sam Chachoua, jestem lekarzem z Melbourne w Australii. Metoda, o której chcę opowiedzieć, jest zupełnie nowa i rewolucyjna. Nazwałem ją „Terapią Indukowanej Remisji”. U jej podstaw legły trzy naturalne zjawiska: odporność narządu, odporność organizmu oraz samoistna remisja. Badania nad rakiem rozpocząłem w młodości, kiedy u mojego ojca wykryto szpiczaka mnogiego. Ponieważ konwencjonalna terapia nie przynosiła rezultatów, chciałem spró- bować znaleźć coś, co mogłoby mu pomóc. W trakcie owych poszukiwań zwróciłem uwagę na to, że w ludzkim ciele znajdują się narządy, na przykład jelito cienkie, zdolne przeciwstawić się nowotworom. Bez względu na to, jak bardzo rozprzestrzeniony jest nowotwór, zwykle omija on ten organ. Istnieje również coś takiego jak „odporność organizmu”. Termin ten oznacza, że większość zwierząt, którym próbujemy wszczepić ludzkiego raka, jest w stanie go odrzucić. Zacząłem więc pracę nad doświadczeniem mającym wyjaśnić, co takiego sprawia, że jelito cienkie jest odporne na raka. Chciałem także wiedzieć, dlaczego konie, koty, psy oraz inne zwierzęta przejawiają odporność na ludzkie nowotwory. Mówiąc w wielkim skrócie, zdołałem wyodrębnić czynniki immunologiczne, których użyłem do badań w Peter McCallum Cancer Institute. W wieku 18 lat napisałem pierwszą pracę, a w następnym roku przedstawiłem ją na zjeździe Clinical Oncology Society of Australia. Muszę przyznać, że byłem z siebie bardzo dumny. Myślałem: „Chłopie, udało ci się. Teraz pomożesz ojcu, a twoja metoda wkrótce będzie powszechnie stosowana”. Już niemal to widziałem: członkostwo Clinical Oncology Society of Australia, powszechna radość i telefony w rodzaju: „Hej, mamy tutaj zdolnego młodzień- ca, połączcie nas z Komitetem Nagrody Nobla”. O naiwności! Przyjmowano mnie równie serdecznie jak chorobę weneryczną albo ostry atak hemoroidów! Pozwolę sobie teraz przejść do zastosowania tej formy terapii w zwalczaniu AIDS. Od bardzo dawna wiemy, że nie można zarazić zwierzęcia AIDS wszczepiając mu wirusa HIV. W związku z tym istnieją dwie możliwości: albo zwierzęta obdarzone są swoistą odpornością, to znaczy nie posiadają miejsc, które HIV mógłby zaatakować, albo posiadają system immunologiczny zdolny pokonać i zniszczyć wirusa. W związku z tym nie pozostaje nam nic innego, jak tylko to sprawdzić! Tak więc, wstępne dane niosły ze sobą obietnicę, że możliwe będzie wywołanie reakcji odpornościowej, na przykład u konia, która selektywnie zniszczy wirusa HIV. Co mnie intrygowało i zdumiewało zarazem, to procesy myślowe czy też raczej ich brak wśród badaczy AIDS, którzy przez szereg lat głowili się nad opracowaniem systemu odporności zdolnego uporać się z AIDS. Ludzie ci siedzieli w swoich laboratoriach i mówili: „No tak, musimy stworzyć model zwierzęcy. Kiedy już będziemy go mieli, kiedy już zarazimy zwierzę AIDS, znajdziemy metodę, żeby je wyleczyć”. Zabrali się więc z zapałem za zwierzęta doświadczalne, szczury, psy, konie i koty. Wstrzykiwali im wirusy HIV, a mimo to nie zapadały one na AIDS, co mocno ich złościło. „Jak mam znaleźć lekarstwo na AIDS, jeśli nie mogę zarazić nim zwierzęcia?” – powiadali. „Wstrzykuję mu HIV, żeby znaleźć reakcję odpornościową, która zabije tego wirusa, a zwierzę tymczasem go nie przyjmuje. Jak mam w takich warunkach pracować?” 
Dostrzegają Państwo ten schemat myślowy? Tak to właśnie wygląda. Byłbym nieco rozczarowany, gdybym musiał w tym miejscu wyjaśniać, że jednym z najprostszych sposobów na uporanie się z tą największą plagą naszych czasów jest wykorzystanie w leczeniu systemu zwierzęcego, który tak dobrze sobie z nią radzi. Przed stu laty, kiedy nie mieliśmy antybiotyków, jedynym lekiem, jakim dysponowaliśmy przeciwko zapaleniu płuc, ospie i polio (choroba Heinego-Medina) była końska surowica. Brało się konia, wstrzykiwało mu zarazki choroby, potem pobierało surowicę i wstrzykiwało ludziom. Jeśli taka terapia była skuteczna w walce z plagami sto lat temu, to dlaczego nie stosuje się jej dzisiaj? Co by się stało, gdybyśmy ją zastosowali? Oto przypadek młodego mężczyzny chorego na AIDS. Ma 32 lata. Dostał zapalenia płuc wywołanego przez Pneumocystis carinii, ma trudności w oddychaniu, liczba limfocytów T wynosi 80, zachwiana jest też równowaga T4/T8. Pobrano od niego krew z wirusem, po czym wstrzyknięto ją koniowi. Pochodzące od zwierzęcia antyserum oczyszczono następnie tak, aby w zetknięciu z krwią pacjenta nie doszło do reakcji alergicznej. Końskie serum wstrzyknięto pacjentowi. I cóż widzimy? W ciągu 24 godzin objawy zapalenia płuc ustępują. To duże osiągnięcie, zważywszy że antybiotykom, o ile w ogóle by sobie poradziły, zabrałoby to wiele dni, a może nawet tygodni. Tymczasem u tego pacjenta symptomy chorobowe szybko zniknęły. W ciągu 10 dni liczba limfocytów T wzrosła do 780, a stosunek T4/T8 wrócił do normy. Przedstawiony przeze mnie przypadek był dosyć dramatyczny, ale czy nie widać w nim pewnego sensu? Zdrowego rozsądku? Mamy chorobę, która może wyniszczyć system immunologiczny człowieka, ale jest bezradna wobec konia czy innego zwierzęcia. Dlaczego zatem nie wykorzystać systemów odpornościowych tych zwierząt do zwalczenia choroby? Zwróciłem się więc do wielkich szpitali w USA. Powiedziałem: „Panowie, spójrzcie na to!” – i pokazałem im historię choroby oraz pacjenta, którego przywiozłem ze sobą. Pokazałem im, w jakim był stanie „przedtem” i w jakim był „potem”, przy czym te ostatnie wyniki pochodziły z badań przeprowadzonych już na amerykańskiej ziemi. A oni na to: „Zaszczepić pacjenta końską surowicą? Czy pan oszalał? Nigdy czegoś takiego nie zrobimy”. Kilka miesięcy później parę osób z ośrodka, w którym przebywałem – bliscy przyjaciele moich słuchaczy – oznajmiło mi, że zamierzają wszczepić pacjentowi choremu na AIDS szpik kostny pawiana, ponieważ pawiany są odporne na HIV! Czując się odrzucony i zlekceważony, postanowiłem zdobyć jak najwięcej wiadomości o terapiach alternatywnej i konwencjonalnej. Proszę mi wierzyć, że przestudiowałem dosłownie wszystko, z terapią śmiechem włącznie! Przeglądając wszystkie te alternatywne, naturalne i konwencjonalne terapie, bardzo szybko stwierdziłem, że w dziedzinie tej funkcjonują dwie błędne nazwy. Jedną z nich jest „terapia naturalna”. Nie chciałbym być tutaj źle zrozumiany. Terapia alternatywna niesie ze sobą wiele dobrego, witaminy i dieta są bardzo pożyteczne, ale cóż na litość boską jest naturalnego w dożylnym podawaniu 50000 jednostek witaminy C albo robieniu lewatywy z cappuccino? Co wspólnego z naturą ma wstrzykiwanie komuś w pośladek ozonu? Drugim wielkim nieporozumieniem na niwie terapii konwencjonalnej są terminy „radioterapia” oraz „chemioterapia”. Wprost nie mieści mi się w głowie, w jaki sposób słowo „chemio” można łączyć ze słowem „terapia”. Nigdy przedtem nie zdarzyło się, aby terapia zawodząca raz po raz od 80 lat, wywołująca najbardziej odrażające spośród znanych ludzkości efekty uboczne, prosperowała w najlepsze i do tego jeszcze rozkwitała. Zdumiewa mnie, że chemioterapia tak bardzo rozwinęła skrzydła, z czego ludzie nie zawsze zdają sobie sprawę. 
Na przykład, ile osób wie, że w dzisiejszych czasach najbardziej rozpowszechnionym sposobem leczenia agresywnej łuszczycy jest właśnie chemioterapia? Nastolatki i osoby w wieku rozrodczym idą do lekarza i słyszą: „Dam ci środek antagonizujący kwas foliowy o nazwie methotrexate”. Prawda, że „środek antagonizujący kwas foliowy” brzmi lepiej niż „chemioterapia”, którą właś- nie jest zażywanie tego środka. Te dzieciaki łykają truciznę, a potem one i ich dzieci będą ponosić tego konsekwencje. Jak sądzę, wszyscy słyszeli o najnowszym przełomie, nowej formie antykoncepcji od niedawna dostępnej na rynku? Mam na myśli zastrzyk aborcyjny. Ale nie wszyscy zapewne wiedzą, że zastrzyk ten zawiera środek antagonizujący kwas foliowy. To jest chemioterapia. Mówmy otwarcie. Terapia alternatywna jest wspaniała, prawdopodobnie może wydłużyć życie chorych i podnieść jego jakość. Kto wie, może nawet jest w stanie zapobiegać powstaniu wielu schorzeń. W gruncie rzeczy jednak terapię konwencjonalną i alternatywną łączy jedno. Na przestrzeni ostatnich stu lat ponosimy druzgocącą klęskę w wojnie z rakiem. Bądźmy szczerzy, gdyby stu ludzi poddało się najbardziej żmudnej terapii alternatywnej, jaka tylko jest dostępna, nie wyleczylibyśmy stu chorych na raka ani na AIDS. Są tylko trzy przyczyny, z powodu których przegrywamy tę wojnę. Po pierwsze, nasza broń jest zbyt słaba. Dzisiaj chemioterapia i radioterapia mają do dyspozycji środki mogące dosłownie spalić pacjenta! A zatem, to nie to. Wykreślmy więc ewentualność numer jeden. Po drugie, cel jest niewidzialny. Dzisiaj wiemy, że to prawda; wiemy, że komórki rakowe są immunologicznie niewidzialne. Po trzecie, istnieje inny cel. Moje przygnębienie budzi fakt, że zarówno terapia alternatywna, jak i konwencjonalna całkowicie ignorują zjawisko „samoistnej remisji”, które jest prawdopodobnie najbardziej naturalnym zjawiskiem wskazującym nam, jak zwalczać śmiertelną chorobę. Termin „samoistna remisja” oznacza cudowne uzdrowienie, sytuację, kiedy ludzie umieszczeni na łożu śmierci, „wstają z martwych” w ciągu dwóch lub trzech dni bez najmniejszego śladu choroby. Przypadki wystąpienia tego zjawiska zostały odnotowane w literaturze, lecz nikt ich nigdy dokładnie nie zbadał. Dane dotyczące samoistnej remisji wyraźnie wskazują, że tuż przed powrotem do zdrowia osoby chorej na raka, serce, artretyzm, czy jakąkolwiek inną chorobę śmiertelną, przechodzi ona ciężką infekcję wirusowego lub bakteryjnego typu. Odnotował to dr Didot we Francji, który spostrzegł, że obecność syfilisu uniemożliwia wystąpienie raka. Chore na syfilis prostytutki nie chorowały praktycznie na raka. Lekarz ów zaraził dwudziestu pacjentów chorych na raka syfilisem i czternastu z nich uzyskało pełną remisję. W miarę rozwoju syfilisu rak się wycofywał. U dalszych trzech nastąpiła znaczna poprawa, reszta zaś zmarła na syfilis. Działo się to jednak kilkaset lat temu. Mając dziś do wyboru „duże R” albo „duże S”… no cóż, dzisiaj można wyleczyć syfilis paroma zastrzykami penicyliny, tak mnie przynajmniej uczono! Pod koniec ubiegłego stulecia dr William Coley miał pacjenta z rakiem kości i ostrym przypadkiem syfilisu lub jakiejś innej infekcji skóry. Infekcja skórna, rozwijając się, pochłonęła raka, który zniknął bez śladu. Dr Coley podjął badania nad, jak to nazwał, „toksynami Coleya” i potem przez wiele lat stosował je w terapii osiągając całkiem niezłe rezultaty. W tym przypadku problem polega jednak na tym, że dr Coley uległ pokusie czegoś, co określam mianem „medycyny macho”. Infekcja, którą wyodrębnił u tamtego pacjenta i która go wyleczyła, dała również godne odnotowania rezultaty u szeregu innych pacjentów, lecz Coley nie był usatysfakcjonowany. Chciał czegoś jeszcze skuteczniejszego, przeto znalazł infekcję jeszcze bardziej toksyczną. 
Zamiast nadal posługiwać się owym specyficznym szczepem paciorkowca, znalazł paciorkowca, który zabijał ludzi. Uzasadniał to tym, iż jest on bardziej toksyczny, a więc będzie skuteczniej zabijać raka, zapewniając większe szanse wyleczenia. Nie od dziś wiadomo, że na obszarach dotkniętych malarią nie ma raka. Kiedy pozbywamy się malarii, osuszając bagna i tępiąc moskity, liczba zachorowań na raka szybko wzrasta. Jeśli ludzie chorzy na raka złapią malarię, mają szansę uzyskać remisję. Niedawno dr Henry Heimlich (ten sam, który opracował manewr Heimlicha zapobiegający uduszeniu) wstrzyknął kilku pacjentom chorym na AIDS zarazki malarii i uzyskał u nich pewną formę remisji, przejawiającą się tym, że stan ich zdrowia uległ poprawie i pozostał stabilny na tym poziomie. Wszystkie te spostrzeżenia doprowadziły mnie do wniosków, które nazwałem „teorią nemezis”. Mówi ona, że dla każdej choroby istnieje organizm wywołujący antychorobę, który atakuje wybiórczo i niszczy przyczynę schorzenia. W następstwie opracowałem „terapię nemezis”, która polega na przygotowaniu ekstraktów z „organizmów nemezis” i zwalczaniu nimi określonych chorób. Jak znaleźć organizmy nemezis? Cóż, trzeba rozglądać się dookoła. Tam gdzie występuje jakaś choroba, a inna jest znacznie mniej rozpowszechniona, istnieje szansa, że są one względem siebie antagonistyczne. Można też pracować na poziomie podstawowym, tak jak ja to robię, przeprowadzając ogromną ilość testów sprawdzających. Przygotowałem w moim laboratorium tysiące próbówek zawierających pobrane za pomocą biopsji od chorych na białaczkę fragmenty tkanek z zarażonych węzłów chłonnych. W każdej próbówce rozpocząłem hodowlę innego organizmu. Ten, który posiadał zdolność walki z rakiem, otaczał go i pożerał. Ta białkowa „materia”, a ściślej grzyb, rozrastała się i owijała wokół nowotworu. W ciągu kilku dni już go prawie nie było, a po paru tygodniach w próbówce pozostawał tylko grzyb! Uzyskujemy zatem nowe możliwości terapeutyczne. Organizm nemezis może nam dostarczyć wysoce wyspecjalizowanych substancji chemicznych zdolnych zabić raka, lecz nie atakujących innych tkanek. Po wtóre, daje nam kompleksy znakujące, które przylegają do raka od zewnątrz i czynią go widzialnym dla systemu immunologicznego. Po trzecie wreszcie, otrzymujemy kompletny zestaw specyficznych enzymów trawiennych, które trawią tylko i wyłącznie raka. A zatem to maleństwo nie tylko niszczy chorobę, ale jeszcze po sobie sprząta! Dzięki systemowi znakującemu, system immunologiczny człowieka dostrzega włóknistą sieć białka, która spowija od zewnątrz raka, ale nie widzi samego nowotworu. Organizm odkrywa intruza i chce go zniszczyć. 
Należy zatem pobrać ekstrakt białka, które przylega do nowotworu i wstrzyknąć go choremu, u którego połączy się on z nowotworem w ciele pacjenta. W ten sposób organizm zauważy go, ponieważ będzie oznakowany białkiem bakterii, grzyba lub wirusa. Nikt z nas nie ma problemu z pozbyciem się kaszlu lub przeziębienia w ciągu tygodnia albo dwóch. Tak samo możemy pozbyć się raka – trzeba tylko sprawić, żeby wyglądał jak kaszel albo przeziębienie poprzez przyczepienie do niego cząsteczek kaszlu bądź przeziębienia. Organizm zaatakuje go wówczas, zniszczy i usunie. Zdarzały się jednak przypadki, że u pacjentów, u których leczono nowotwory kompleksem znakującym, po paru miesiącach lub latach dochodziło do pogorszenia stanu zdrowia. Wskazywało to, że znakowanie raka to nie wszystko, że samo oznaczenie komórki rakowej nie usuwa przyczyny choroby. W grę wchodzi jeszcze jakiś czynnik. Interesujące obserwacje poczyniono przed dwudziestu laty, gdy pacjentom chorym na białaczkę niszczono szpik kostny, aby następnie zastąpić go szpikiem pochodzącym od innego dawcy. Okazało się, że białaczka nieodmiennie powracała. I co wówczas mówili lekarze? „Bardzo mi przykro, panie Jones, kiedy pana leczyłem chemio- i radioterapią jedna komórka podzieliła się i ukryła, a potem rozmnożyła się i z powrotem opanowała cały organizm… jedna, jedyna komórka”. Jedna czy też kilka komó- rek, które wymknęły się spod kontroli, wywołały nawrót choroby. Można tym tłumaczyć niektóre przypadki, ale stosowanie tego wyjaśnienia do wszystkich nawrotów raka jest czystą bzdurą! Lecząc białaczkę usuwa się pacjentowi szpik kostny. Nic z niego nie zostaje! Daje mu się szpik pobrany od kogoś innego. Po sześciu miesiącach białaczka wraca. No dobrze, gdyby sprawcą tego była jakaś pozostawiona komórka, to przy kolejnym badaniu powinno okazać się, że mamy do czynienia z tą samą odmianą białaczki, jaką leczyliśmy przed uzyskaniem remisji, prawda? To powinna być taka sama komórka. 
Tymczasem po przeprowadzeniu testów DNA wyszło na jaw, że nie tylko nie jest to ta sama komórka, ale na dodatek pochodzi od dawcy. To szpik dawcy przekształcił się w komórki białaczki! Odkrycie to zostało opisane w konwencjonalnej literaturze medycznej, a jego sens jest taki, że choroba nowotworowa nie jest równoważna z rakiem komórek. Jest jeszcze coś w ciele pacjenta, co regeneruje i zasila raka. Dopóki się do tego czegoś nie dotrze, skuteczne pozbycie się choroby nie będzie możliwe. Tak więc pracowałem w zastawionym próbówkami laboratorium, wynajdując organizmy nemezis, ale raz po raz natykałem się na zjawisko, które doprowadzało mnie do rozpaczy. Traktowałem raka jednym organizmem, powiedzmy, Escherichia coli, a po śmierci komórek rakowych znajdowałem rozwijające się inne organizmy, których tam nie umieszczałem. Zazwyczaj miały one postać gronkowcową lub paciorkowcową. Niekiedy pojawiały się też pałeczki kwasooporne, w zależności od użytego do hodowli środka oraz czasu jej trwania. To naprawdę ciekawe. Mamy tutaj do czynienia z czymś, co niektórzy nazywają „polimorfizmem”. Z pary elementów wykształcają się wydłużone, pałeczkowate struktury – forma ziarniakowata ulega przemianie w pałeczkowatą. Polimorfizm w pełnej krasie. Zwróciłem się o pomoc do kolegów: — Słuchajcie, skąd się ciągle biorą ci nieproszeni goście? Przecież umieszczam w próbówce sterylnego raka. Potem zarażam go czymś zupełnie innym, a te struktury i tak się pokazują. — Wiesz co, Sam, prawdopodobnie kichnąłeś i skaziłeś całą partię! — usłyszałem w odpowiedzi. — Ale to się powtarza raz za razem. Czyżby na pewno było to skażenie? — Tak, z całą pewnością. Sto lat temu wszyscy obwiniali takie skażenie o wywoływanie raka. Mam poświęconą temu tematowi literaturę. Napisano tysią- ce artykułów o bakteriach, organizmach bakteryjnych i grzybach jako sprawcach raka. W miarę rozwoju technologii musimy jednak odrzucić to, co oczywiste, a kiedy już to odrzucimy, odkrycie prawdy staje się bardzo trudne. Jak więc mam dowieść, że te organizmy są w jakiś zawiły sposób rzeczywiście związane z procesem rozwoju raka lub AIDS? W pierwszej kolejności należy wyhodować je z komórek rakowych, wstrzyknąć kilku zwierzętom i przekonać się, ile z nich zachoruje na raka. Okazuje się, że niemało. Ponieważ owe struktury nie zabijają zwierzęcia, dochodzi do rozwoju raka. Co dziwne, wygląda na to, że wywołanie raka przedłuża życie zwierzęcia. A teraz pójdźmy nieco dalej. 
To, co zamierzam powiedzieć, jest tylko teorią i nie ma związku ze skutecznością terapii. A jeśli ci intruzi nie wywołują reakcji systemu odpornościowego? Są przetrzymywani w środku raka; ciało nie robi nic, żeby ich zwalczyć, a jednak się nie rozprzestrzeniają. Co ich powstrzymuje? A jeśli to nie rak jest prawdziwym wrogiem? Jeśli stanowi on ostatnią szansę organizmu na to, żeby zebrać ich w jednym miejscu tak, by nie mogli się rozwijać i uśmiercić nas w szybkim tempie? Jeśli tak naprawdę rak wyświadcza nam przysługę? Może to dlatego po kuracji z udziałem radio i chemioterapii wszystko szybko wraca do stanu poprzedniego, gdyż swoim działaniem uwolniliśmy zagrożenie z pułapki? Jeszcze raz podkreślam, że to tylko teoria! Omawiana terapia w najgorszym przypadku pozwala kontrolować przebieg choroby, w najlepszym zaś może spowodować niezwykłą w swej szybkości poprawę stanu zdrowia. W wielu przypadkach po tygodniu lub dwóch leczenia nowotwór zmniejszył swoje rozmiary o połowę. Osiągnięcie takiego rezultatu bez wyraźnych efektów toksycznych bądź obumierania jest rzeczą niesłychaną, a jednak w tej metodzie one nie występują. Kiedy podążamy śladami natury i postępujemy zgodnie ze wskazówkami, jakich udziela nam samoistna remisja, Terapia Indukowanej Remisji może zapewnić wyleczenie przy znikomych efektach ubocznych. Nie wybierałem specjalnie tego forum, aby dzisiaj przed nim wystąpić. Nie obrażając nikogo, wolałbym zwracać się do lekarzy praktyków i przedstawiać tę metodę nie jako terapię alternatywną, ale konwencjonalną. Przez 12 lat próbowałem opublikować wyniki badań w konwencjonalnej literaturze, przez 12 lat chodziłem od szpitala do szpitala i wszędzie traktowany byłem jak śmieć. W świetle tego, co przeczytałem dzisiaj w gazecie, w której ktoś napisał artykuł potępiający tę konferencję, wygląda na to, że jego autor stoi na stanowisku, że jeśli establishment konwencjonalnej medycyny w swojej świętości nie zgadza się z jakąś koncepcją czy terapią, oznacza to, że opinia publiczna jest zbyt głupia, aby w pełni to zrozumieć i dokonać samodzielnej oceny. Takie podejście sugeruje, że skoro ludzie są tacy głupi, to nie powinno się im dawać takiej szansy. Pod adresem autora mogę tylko powiedzieć, że największym głupcem jest człowiek zaślepiony, wypowiadający opinie o rzeczach, których nie doświadczył ani osobiście nie zbadał. W tej „epoce Kevorkiana”, jak ją nazywam, w czasach kiedy ludzie cenią sobie godną śmierć w obliczu cierpienia, bólu i choroby, oferuję technologię mogącą położyć kres cierpieniu, bólowi i chorobie. Modlę się też o to, aby wysiłki wspierające godną śmierć przeniesione zostały na godne życie. 
TERAPIA INDUKOWANEJ REMISJI – NOWE DANE (1998) Po latach wykładów, prezentacji i publicznych wystąpień, jak również udziału w programach radiowych, telewizyjnych oraz wywiadów prasowych przekonuję się, że konwencjonalna medycyna w dalszym ciągu niewiele wie o skuteczności mojej terapii potwierdzonej na przykład osiągnięciem remisji AIDS. Każdy lekarz może złożyć zdumiewające oświadczenia, ale dopiero niezależne, wolne od uprzedzeń badania są wiarygodną metodą wykazania skuteczności leczenia. Ich wyniki nie tylko dowiodłyby skuteczności moich szczepionek, ale także wywołałyby zainteresowanie nową obiecującą terapią. Dlatego też zabrałem historie chorób leczonych przez siebie pacjentów chorych na AIDS do Cedar Sinai Medical Center z prośbą o ocenę. Dr Shlomo Melmed był zaskoczony wynikami i poradził mi, abym wysłał próbki szczepionki do Wydziału AIDS i Chorób Odpornościowych Centrum Chorób Zakaźnych. Analizy kliniczne przeprowadzone przez dra Erica Daara wykazały, że spośród 22 testowanych próbek, 20 wykazało dziewięćdziesięciodziewięcioprocentową skuteczność w neutralizowaniu HIV-1. Analiza ta została poparta niezależnym badaniem w klinicznych laboratoriach Uniwersytetu Południowej Kalifornii. W jego trakcie dokonano oględzin w mikroskopie elektronowym próbek krwi pobranych od kontrolnej grupy osób zainfekowanych wirusem HIV. W efekcie uzyskano ponad sto zdjęć pokazujących atak, śmierć, rozkład i usunięcie wirusa HIV. Kierujący testami lekarz stwierdził, że „ilość nietkniętych cząsteczek wirusa po zastosowaniu szczepionki u każdego pacjenta zmniejszyła się o około 50 procent”. Przykłady tego procesu od ataku do oczyszczenia pokazują wykonane fotografie. Pierwsza z nich, zrobiona przy użyciu mikroskopu elektronowego, przedstawia fragment komórki peł- nej cząsteczek wirusa HIV. Następna ukazuje komórkę w trzy dni później – poprawie uległa jej stabilność, zmniejszyła się też ilość cząsteczek wirusa. Trzecia fotografia została wykonana sześć dni po podaniu szczepionki. Widać na niej, że w komórce pozostały tylko nieliczne cząsteczki wirusa. Ostatnie, czwarte, zdjęcie pochodzi z dziewiątego dnia terapii. Nie ma na nim żadnych wewnątrzkomórkowych cząsteczek wirusa, za to można na nim wreszcie zobaczyć jądro komórki. Dowody uzyskane na poziomie komórkowym potwierdzają, że AIDS oraz raka można zaatakować genetycznie bez wywoływania znacznych zaburzeń zdrowych szybko mnożących się komórek niezbędnych do podtrzymywania życia. Czy sądzicie Państwo, że media, społeczność medyczna i inni okazali zainteresowanie tak fantastycznymi wynikami leczenia? Choć trudno w to uwierzyć, instytuty obdarzone publicznym zaufaniem i środkami, mające za zadanie odkrywać i wdrażać nowe terapie, opóźniają zastosowanie ratującej życie technologii. Miałem nadzieję, że znajomość Terapii Indukowanej Remisji będzie stale rosła, a Urząd ds. Leków i Żywności pozwoli zastosować ją u niezliczonych ofiar raka i AIDS, dla których nie ma praktycznie innej nadziei. Tymczasem wyżej wymienione instytuty medyczne i lekarze zgodnie zaprzeczyli jakimkolwiek związkom ze mną. Zaprzeczyli istnieniu imponujących wyników testów, a nawet znajomości ze mną i dopiero zmuszeni stanąć przed sądem w San Diego w Kalifornii w procesie cywilnym (sprawa nr 700406) zeznali, jak było naprawdę. To ich niezrozumiałe zachowanie zmusiło mnie do złożenia pozwu, między innymi po to, aby wyniki badań zostały zarejestrowane w sądzie jako dowód. Mamy skłonności, by czcić naszych lekarzy niczym bogów, którzy ratują nas od chorób. Skoro jednak ci fałszywi bogowie nas zawodzą, to czy nie nadeszła pora, aby odpowiedzialność za nasze życie i zdrowie wziąć w swoje ręce? W miarę jak opinia publiczna zaczyna dowiadywać się o obiecujących możliwościach Terapii Indukowanej Remisji, coraz częściej padają pytania o powody jej blokowania. Zawsze oburzałem się, gdy moją pracę wrzucano do pojemnego worka „medycyny alternatywnej”. Przecież metoda ta wykorzystuje ekstremalnie ześrodkowane elementy „medycyny konwencjonalnej”. 
Tym niemniej w poszukiwaniu różnych form terapii, które mogłyby wzbogacić lub nawet zastąpić moje odkrycia, niezmiennie interesuję się rozwiązaniami alternatywnymi pozostającymi w opozycji do konwencjonalnych, toksycznych i nierzadko barbarzyńskich metod. Byłem mocno oburzony, gdy odkryłem organizacje medycyny alternatywnej sprzedające zrozpaczonym pacjentom owocowe soki czy witaminę C w zastrzykach po kilkaset, a niekiedy nawet po kilka tysięcy dolarów, choć w rzeczywistości były one warte kilka centów. Przedstawiłem wówczas następującą ofertę: wypłacę 100000 dolarów każdemu autorowi „alternatywnej” terapii, który udowodni uzyskanie pełnej remisji w 10 przypadkach raka. Ponadto przygotowałem także ofertę dla sceptycznego świata medycyny konwencjonalnej: 100000 dolarów dla każdej poważnej organizacji medycznej, która przeprowadzi badania moich szczepionek przeciwko rakowi i AIDS, a następnie opublikuje wyniki. Jak na razie nikt się nie zgłosił po pieniądze. Terapia Indukowanej Remisji może z pomocą dodatkowych źródeł i profesjonalistów z przemysłu medycznego, którym naprawdę zależy na zwalczaniu chorób i którzy dysponują warunkami do katalogowania, przechowywania i hodowli samorodnych szczepionek na wielką skalę, przynieść doskonałe rezultaty i zmienić dzisiejsze metody leczenia. Z historycznego punktu widzenia, wszelkie instytucje są przeciwne zmianom i dlatego zmiany następują powoli. Aby jakakolwiek obiecująca terapia została zaakceptowana przez główny nurt medycyny, potrzeba paradygmatycznej zmiany w nauce medycznej. Terapia Indukowanej Remisji walczy z chorobą na poziomie genetycznym. Na dzień dzisiejszy jest to jedyna terapia koncentrująca się na zwalczaniu choroby już na tym poziomie. Źródła wielu schorzeń znajdują się na poziomie genetycznym, toteż Terapię Indukowanej Remisji można stosować w leczeniu całego szeregu chorób. Korekta genetyczna jest jedyną nadzieją na wyleczenie AIDS czy raka i kontrastuje wyraźnie z dostępnymi toksycznymi metodami, które atakują mechanizmy chorobowe oraz symptomy, lecz pozostawiają uszkodzony wzorzec będący źródłem choroby. Najlepszym przykładem niezwykłych możliwości tej terapii jest genetyczne usunięcie wirusa HIV z jądra komórki. Ciało nie tylko uwalnia się od choroby, ale jest również w stanie naprawić uszkodzenia odniesione w jej trakcie. Otwiera to zupełnie nową dziedzinę regeneracji komórkowej, o której przedtem można było tylko marzyć. Możność odwracania uszkodzeń DNA wywołanych wiekiem lub chorobami otwiera przed nami cały nowy świat terapeutycznych możliwości z niemal nieskończoną liczbą zastosowań

 

Печатать


Podróż Do Innych WymiaróW

Общая Трекбэки (0)

DOBRY STATEK „CIEKAWOŚĆ” Śmierć była kiedyś dla mnie wielką niewiadomą. Wpatrując się w morze zastanawiałem się, czy za horyzontem fizycznego życia jest jakiś brzeg. Religie od wieków nauczają nas o czekającej nas tam wiecznej rozkoszy lub udręce, zaś nauka o granicy, po przekroczeniu której przechodzimy w niebyt. Kiedyś sądziłem, że osoba utrzymująca, że wie, co znajduje się na tym odległym brzegu, musi mieć jakiś specjalny dar, być może doświadczenie wynikające z przeżycia stanów bliskich śmierci, lub otrzymać jakiś kosmiczny impuls, który tłumaczyłby jej możliwości. Niestety, nic takiego nie ma miejsca w moim przypadku. Jestem zwykłym człowiekiem, którego zainteresowanie sprawą istnienia człowieka poza światem fizycznym doprowadziło do nadzwyczajnego doświadczenia prowadzącego do nabycia tej zdolności. Odkryłem, że nic nie oddziela nas, zwykłych ludzi, od niej, z wyjątkiem woli poznania skłaniającej nas do udania się na odkrywczą wyprawę. DZIECIĘCA WYPRAWA Często zdarza się, że jakieś wspomnienie z odbytej w dzieciństwie podróży jest tym, co ukierunkowuje nas na poszukiwania w dziedzinie życia pozagrobowego. Kiedy miałem dwadzieścia kilka lat, powróciło do mnie jedno z takich wspomnień z dzieciństwa, które sprowokowało moją ciekawość. Mieszkając na lesistym pustkowia Alaski śniłem na jawie sen, który powtarzał się przynajmniej raz w tygodniu przez cały miesiąc. Było to w roku 1953, kiedy miałem pięć lat… Bawiąc się na zewnątrz, tak jak to robią dzieci, byłem nagle przenoszony w inne miejsce, gdzie panowała noc, a bezchmurne niebo wypełnione było gwiazdami. Po wspięciu się po skrzypiących, drewnianych schodach otwierałem drzwi i wchodziłem do pokoju znajdującego się na drugim piętrze w małym otynkowanym na biało domu. Wewnątrz trzepotała lekko biała, gładka zasłona zakrywająca usytuowane na przeciwległej ścianie okno. Między nią i miejscem, w którym stałem, znajdowało się wielkie łóżko z mosiężnymi poręczami, a w nim uśmiechająca się do mnie i przywołująca mnie kobieta. Przyłączałem się do niej, nie mając wówczas najmniejszego pojęcia, skąd bierze się ogarniająca mnie radość i lekkość, z jaką się poruszałem. Następnie ogarniała mnie trwoga na odgłos ciężkich kroków kogoś wchodzącego po skrzypiących schodach.

Drzwi otwierały się z hukiem i stawał w nich rozgniewany potężny mężczyzna zasłaniający sobą całe wejście. Wiedziałem, że jeśli mnie złapie, zginę albo przydarzy mi się coś jeszcze gorszego. Staczałem się z łóżka i nagi biegłem w kierunku okna, po czym skakałem przez białą zasłonę w oknie głową do przodu. Będąc przerażonym do szpiku kości ostatnią rzeczą, jaką pamiętałem, było dotknięcie koniuszkami palców zasłony… Potem ten dzienny sen-zwid kończył się i na powrót byłem na dworze i bawiłem się, lecz serce biło mi mocno z przerażenia. Jako pięcioletni chłopiec nie rozumiałem, dlaczego ten mężczyzna chciał mnie zabić. Przywołując to wspomnienie jako dwudziestokilkuletni mężczyzna zastanawiałem się, skąd się wziął ten zwid. Jakim cudem mogłem wiedzieć jako pięcioletni chłopiec, jak wyglądają łóżka z mosiężnymi poręczami, seks lub zazdrość, uczucie tak potężne, że czasami prowadzi do zbrodni? A uczucia, które towarzyszyły temu przeżyciu – skąd brała się rozkosz, radość i uciecha, które odczuwałem będąc z tą kobietą, i dławiące gardło przerażenie? Było jasne, że nie ma żadnego logicznego, racjonalnego wyjaśnienia tego dziecięcego wspomnienia-podróży. W roku 1953 rodzice nie zabierali dzieci na takie filmy do kina. Swój pierwszy program telewizyjny obejrzałem dopiero rok później, poza tym telewizja nie nadawała w latach pięćdziesiątych tego rodzaju historii. Moje poszukiwania w literaturze, poddawanie w wątpliwość wierzeń i zgłębianie wszelkich możliwości trwały całe lata, zanim doszedłem w końcu do jedynego możliwego wniosku: miałem inne życie w innym miejscu i czasie. Zastanawiając się nad tym zwidem z dzieciństwa zdałem sobie sprawę, że przedstawia on wspomnienie ostatnich chwil tamtego życia. Ciekawość doprowadziła mnie do tego, że zaakceptowałem reinkarnację jako coś realnego, prawdziwego. SZLAKI WIODĄCE DO WIEDZY O ŻYCIU PO ŚMIERCI Odkrycie lądu za horyzontem śmierci poprzedzone zostało odkryciem szlaków wiodących poprzez otwarty ocean, o których było wiadomo, że tam prowadzą. W roku 1992 moja ciekawość odkryła szlak do wiedzy o życiu po śmierci wytyczony i opisany przez Roberta A. Monroe’a, który był owocem jego niezliczonych wypraw eksterioryzacyjnych. Poruszając się wytyczonym przez niego szlakiem zwanym „odnajdywaniem” można nauczyć się w ramach programu Lifeline (Linia Życia) realizowanego w jego instytucie w Wirginii metody eksploracji życia pozagrobowego. Monroe twierdził, że niektórzy ludzie grzęzną po śmierci w izolowanych rzeczywistościach będących ich własnym wytworem. Odbywał częste wyprawy poszukiwawcze, nawiązując kontakt i pomagając tego rodzaju ludziom. Udzielał wskazówek tym, którzy podążali wytyczonym przezeń szlakiem. Voyages Into the Unknown (Podróże w nieznane) i Voyage Beyond Doubt (Podróż poza wątpliwość), dwie pierwsze książki z mojej serii opisującej eksplorację życia po śmierci, opowiadają o moich trwających trzy i pół roku badaniach tego aspektu naszego bytu. Lata te wypełniały wątpliwości i sceptycyzm. Nie mogłem otrząsnąć się z dręczącego mnie odczucia, że to wszystko jest wytworem mojej wyobraźni, że pewnego dnia okaże się, że to wszystko jest złudzeniem. KOMPONENTY ŚWIADOMOŚCI W czasie moich wczesnych wypraw metodą Linii Życia odkryłem klucz do wzajemnego oddziaływania między mną i realiami świata pozafizycznego. Spodziewałem się, że będę tam prawie identycznie jak w świecie fizycznym widział, słyszał, dotykał, smakował i czuł, lecz każde usiłowanie znalezienia czegoś lub kogoś poza horyzontem kończyło się unieruchomieniem, frustrującym zawieszeniem w czarnej pustce. I wtedy ktoś podpowiedział mi, że to, co usiłuję postrzec, jest być może subtelną energią, której zmysły świata fizycznego nie są w stanie percypować. Ta wskazówka pozwoliła mi zrozumieć dwa główne składniki mojej świadomości: perceptora (postrzegacza) i interpretatora. Interpretator Z moich doświadczeń wyłoniła się pewna prawidłowość.

W momencie kiedy zaczynam „widzieć” coś okiem umysłu, to coś nagle znika rozproszone przez całą serię pozornie przypadkowych myśli. Zacząłem uważnie obserwować to zjawisko i stwierdziłem, że jeśli w mojej świadomości pojawia się coś, na przykład obraz pochodzący z oka umysłu, natychmiast rozpoczyna się wewnę- trzny dialog. To, co odkryłem, jest wytworem Interpretatora. Przywołuje on do świadomości wszystko, co zostało zmagazynowane w pamięci i co w jakimś, nawet najmniejszym, stopniu przypomina oryginalny obraz. Jeśli nie zweryfikujemy tego, wówczas głos Interpretatora będzie dostarczał nam coraz więcej pokrewnych obrazów z towarzyszącą im bezładną gadaniną, która kompletnie wypchnie ze świadomości oryginalny obraz widziany okiem umysłu. Okazuje się, że Interpretator stanowi witalną funkcję naszej świadomości. Poprzez mentalne związki między pamięcią i nowym obrazem tworzy on wewnątrz wspomnień łączące go z nimi relacje. Właśnie w ten sposób uczymy się zapamię- tywania. Jeśli pozwolimy Interpretatorowi działać zbyt długo, wówczas postrzeganie czegokolwiek poza pojedynczym obrazem ulegnie zablokowaniu. Chciałem czegoś więcej i doszedłem do wniosku, że muszę nauczyć się wygłuszania ustawicznego bełkotu Interpretatora. Wymagało to czujności, siły woli i uporu i w końcu udało mi się wyciszyć ten wewnętrzny dialog. Dokonując tego poznałem ograniczenia drugiego składnika świadomości – Perceptora. Perceptor Perceptor to w rzeczy samej czysta percepcja (postrzeganie). Nie posiada on absolutnie żadnej funkcji asocjacyjnej ani możliwości rejestrowania w pamięci tego, co postrzega. Kiedy już nabrałem wprawy w wyłączaniu Interpretatora przy pierwszej oznace włączania się jego bełkotliwego głosu, wyłączałem się, to znaczy stawałem się odporny na doświadczanie. Wyłączanie się jest niesamowite. Z kolei odzyskiwanie świadomości pozostawia wyraźne uczucie, że mogły minąć trzy sekundy lub trzy tysiące lat i nie ma sposobu, aby dowiedzieć, ile rzeczywiś- cie upłynęło czasu. Jest możliwe, że w trakcie tych wyłą- czeń postrzegałem więcej niż pojedyncze, przelotne obrazy. Można to porównać do czegoś w rodzaju trójwymiarowego, kolorowego filmu z dźwiękiem stereo, lecz nie mam świadomej pamięci czegoś takiego. Odzyskiwanie równowagi Zdając sobie sprawę z tego, że muszę znaleźć drogę prowadzącą poza tę wielką barierę rafy mojej świadomości próbowałem połączyć wiedzę płynącą z obu koń- ców podróży. Nie była to łatwa podróż i więcej niż raz musiałem pożeglować z powrotem zawracając z drogi prowadzącej do nikąd. Równowaga, koniec podróży poza tę rafą, przychodziła, kiedy nauczyłem się szybko przenosić swoją świadomość między Perceptorem i Interpretatorem. Otwierając percepcję, na początku pozwalałem Perceptorowi, aby dostarczył mojej świadomości informacji pochodzącej z niematerialnego świata, a następnie pozwalałem Interpretatorowi na komentowanie jej w takim wymiarze, aby zakotwiczyć ją w pamięci. Na początku walka o wyciszenie Interpretatora zabierała zbyt dużo czasu i obrazy dostarczane przez Perceptora ulegały zatarciu. Na szczęście obrazy powracały, kiedy Interpretator wyłączał się! Stopniowo nauczyłem się szybko przełączać świadomość między nimi dwoma, dzięki czemu percepcje w niematerialnym świecie stały się ciągłe i były rejestrowane w pamięci. WYOBRAŹNIA – NASZ SZÓSTY ZMYSŁ Stosunkowo wcześnie odkryłem, że moje podróże według metody Linii Życia wymagają w początkowej fazie działania wyobraźni jako sposobu na sprawienie, aby cokolwiek się działo. Bez pobudzenia wyobraźni dryfowałem bez celu w czarnej otchłani. Właśnie dlatego tak bardzo bałem się, aby nie paść jej ofiarą.

Kiedy jednak pozwalałem sobie na przykład na wyobrażenie obustronnej rozmowy ze zmarłą osobą, z miejsca zaczynało się coś dziać. Zmarli ludzie zaczynali mówić o rzeczach, których z całą pewnością nie mogłem sam wymyślić. Na przykład spotkałem tam starszą panią wołającą: „Maggie, Maggie! Co ty tu robisz?” – przyglądając się innej, nieznanej, zbliżającej się do niej niematerialnej kobiecie. W żaden sposób nie mogłem wiedzieć, że to jej dawno zmarła matka, co potwierdziła później żyjąca prawnuczka Maggie. W czasie moich pierwszych trzech lat eksploracji życia po śmierci za pomocą podróży w obszar tamtej rzeczywistości, tego rodzaju wydarzenia miały często miejsce. Po pewnym czasie odkryłem, że tego rodzaju stymulacja jest dobrym sposobem na pobudzenie wyobraźni – zmysłu postrzegania wewnątrz pozafizycznego świata, który jest tak samo rzeczywisty jak wzrok i słuch w świecie fizycznym. Ilekroć bywałem unieruchomiony, wyobrażenie czegokolwiek sprowadzało wiatr, który napełniał moje żagle. Uruchomiona, wyobraźnia (nasz szósty zmysł) wypełniała dziennik pokładowy mojego okrętu szczegółami moich poszukiwawczych wypraw. PARTNERSKIE EKSPLORACJE Na swoją odkrywczą wyprawę poza horyzont Kolumb nie popłynął sam pojedynczym statkiem, ale w towarzystwie innych, z którymi dzielił przeżycia oraz odkrycia w Nowym Świecie. Przez długi czas, dopóki nie poznałem Rebeki, prowadziłem badania samotnie. Będąc adeptem eksploracji niematerialnego świata zaofiarowała mi swoją pomoc w opanowaniu najpotężniejszej, weryfikowalnej metody, jaką znam. Podczas „partnerskiej eksploracji” dwoje lub więcej ludzi umawia się na spotkanie w niematerialnym świecie w celu prowadzenia badań lub innych czynności poza horyzontem. Tego rodzaju eksploracja może trwać od kilku minut do godziny, a nawet dłużej. Po każdej sesji uczestnicy zapisują w swoich dziennikach wszystko, co zapamiętali ze swojej wspólnej „niematerialnej” wyprawy. W czasie gdy uczyłem się tej techniki, Rebeka mieszała w odległości 1600 mil (2574 km) ode mnie. Porównując telefonicznie nasze notatki zawsze słyszałem od niej to, co sam zapamiętałem, i odwrotnie. Nie miało znaczenia, czy był to wspólnie zaplanowany przez nas wypad, czy też nasza wyprawa miała charakter spontaniczny. Nasze spostrzeżenia zawsze się zgadzały! Gromadząc kilka lat później materiał do mojej czwartej książki poświęconej eksploracji życia po śmierci posługiwałem się partnerską eksploracją w grupie liczącej od dwóch do pięciu osób. WIARA I TOŻSAMOŚĆ W ciągu tych pierwszych lat eksploracji mój dziennik okrętowy wypełnił się z informacjami w sposób wystarczający weryfikującymi tezę o istnieniu życia po śmierci. Mimo to wątpliwości wciąż żeglowały ze mną nie opuszczając mnie na krok. Gdzieś wewnątrz mnie tkwiło przekonanie, że musi istnieć jakieś inne wyjaśnienie dokładności uzyskanych informacji i że pozbawi ono wszystko sensu. Potem, podczas wypadu mającego na celu odszukanie Joe’ego, niedawno zmarłego ojca jednego z moich przyjaciół, pozbyłem się wszelkich wątpliwości. Różne aspekty tego przeżycia zostały w niepodważalny sposób zweryfikowane, co zmusiło mnie to do akceptacji życia po śmierci jako istniejącej rzeczywistości. Przez kilka dni po akceptacji życia po śmierci jako niezaprzeczalnego faktu czułem się zdezorientowany, są- dząc, że w którymś momencie otaczający mnie świat sczernieje niczym ekran w kinie po zakończeniu filmu. Wiedziałem, że kiedy to się stanie, będę zagubiony w czarnej, bezpostaciowej pustce, z której nie ma ucieczki. Nie rozpoznawałem osoby, która zaprzątnęła mój umysł tymi niezwykłymi myślami. Byłem pewny, że wkrótce umrę. Psychiatra opisałby prawdopodobnie moje odczucia jako kryzys tożsamości i trudno byłoby mu się dziwić. Zacząłem stopniowo odczuwać, że po ściemnieniu otaczającego mnie świata do czerni, wyłoni się nowy, zupełnie inny, nieznany świat, w którym zamieszkam. Ten proces powiedział mi wiele wierzeniach i mojej tożsamości. Mój świat jest światem sfabrykowanym, podobnie jak wszystkie inne, jako że ich zasadniczym budulcem są wierzenia. Od urodzenia wszystkim swoim doświadczeniom przyglądałem się przez lupę rosnącego bagażu wierzeń, budując w ten sposób swój pogląd na świat, w którym żyję. Soczewka ta zawsze powodowała pewne zniekształcenia (moje wierzenia) przechodzącego przez nią obrazu rzeczywistości, zaś akceptacja życia po śmierci jako realnej rzeczywistości zrodziła głęboki konflikt z moimi podstawowymi, ugruntowanymi wierzeniami. W następstwie akceptacji istnienia życia po śmierci mój obraz świata rozleciał się na kawałki i zniknął, nie pozostawiając miejsca dla mojego „ja” w nowym świecie. Moje stare wierzenia wytworzyły rzeczywistość, w której doświadczyłem wszystkiego, i w ten sposób wytworzyło się pojęcie mojego „ja”, tego, co doznało tych przeżyć. „Ja” oznacza to, w co wierzę. Cokolwiek wkracza do mojej świadomości i przeciwstawia się moim wierzeniom, przeciwstawia się mojemu istnieniu. Do przetrwania mojej tożsamości konieczne jest niedopuszczanie do świadomości takich wydarzeń albo uznawanie ich z pomocą moich zniekształceń za niemożliwe. Akceptacja czegokolwiek, co pozostaje w konflikcie z moimi wierzeniami, wywołuje walkę na śmierć i życie, w której moje „ja” jest zagrożone. Akceptując istnienie życia po śmierci przegrałem tę walkę i dosłownie zmarłem. To właśnie było źródłem dezorientacji, którą odczuwałem, powodem, że odczuwałem nieuchronność śmierci. W czasie tej walki zrodziło się moje nowe „ja”, które wyłoniło się niczym dziecko z macicy. Patrzyłem na świat, który mnie otaczał, przez nową soczewkę. Moja stara tożsamość zginęła i byłem otwarty na nowy sposób percepcji w świecie, który rozciągał się teraz daleko poza horyzont fizycznej rzeczywistości.

Печатать


Добро пожаловать!

Общая Трекбэки (0)
Если вы читаете это сообщение, значит регистрация на сервисе блогов http://mublog.ru прошла успешно и вы можете начать вести свой блог. Если у Вас есть какие либо вопросы по работе с блогом, сначала прочитайте инструкции в блоге техподдержки http://mublog.ru/info и если Вы не нашли решения Вашей проблемы, то можете задать свой вопрос в комментариях. Если в течении месяца кроме этого текста в блоге больше ничего не будет опубликованно, то Ваша учётная запись и блог будут удаленны! Так же удаляются блоги в которых кроме рекламы и ссылочного спамма больше ничего нет. Блоги в которых долгое время не появляются новые записи (более полугода) и не представляющие интереса для посетителей так же удаляются в целях очищения базы блогов от никому не нужного мусора. Не забывайте что это сервис блогов а не каталог статей с кучей спамных ссылок. Администрация блогов имеет право удалять блоги создаваемые исключительно для обмана поисковых систем без предупреждения! По всем вопросам связанным с сервисом блогов пожалуйста обращайтесь по обратной связи к модератору с главной страницы блогов.
Печатать

Powered by Lifetype. Template adapted by Russian Lifetype